Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Nowości w pielęgnacji moich włosów.

Cześć dziewczyny!

     Tak jak obiecałam, dzisiaj kolejny post z nowościami. Dzisiaj chodzi o produkty do włosów. Tak jak pisałam jakiś czas temu TUTAJ przestałam farbować włosy. W wyniku tego schemat pielęgnacji mojej czupryny trochę się zmienił. Szykuję na ten temat oddzielnego posta, który ukaże się niedługo. Dzisiaj opiszę tylko nowości.


     Yves Rocher odżywka odbudowująca z olejkiem Jojoba to mój ratunek na upalne dni. Moje włosy bardzo się nie lubią z wysoką temperaturą i ostatnio strasznie się puszą. Na ratunek przychodzi mi właśnie ona! Włosy po niej są miękkie, błyszczące, a loki sprężyste. Dawno już nie natrafiłam na produkt do włosów, który by mnie aż tak pozytywnie zaskoczył. Jedyną wadą jest to, iż jest mało wydajna, ale nie kosztuje dużo (około 12zł), więc można przymknąć na to oko.

     Love2Mix Organic z szampon regenerujący z efektem laminowania, o którym głośno było na blogach już dawno temu, na mojego dotarł dopiero teraz. Musze potwierdzić wszystkie pozytywne opinie, które o nim czytałam! Ten szampon jest fenomenalny. Jeszcze nigdy nie miałam delikatnego szamponu (mowa tu o szamponach bez SLS), który się tak świetnie pieni. Bardzo fajnie oczyszcza, nie wysuszając przy tym końcówek i nie podrażniając skalpu. I do tego jak pachnie! Jeżeli szukacie czegoś, do codziennego mycia, musicie koniecznie dać mu szansę!

     Uff! Znowu mnie tu nie było, ale sesja już za mną! Właśnie zaczynam długie wakacje i mam nadzieję, że moja systematyczność w pisaniu notek trochę się poprawi. Miałyście już styczność z produktami opisanymi powyżej? Jaka jest Wasza opinia? 
Pozdrawiam,
Asia.

piątek, 13 grudnia 2013

Małe, domowe SPA dla moich stóp (i wcale nie chodzi o "magiczne" skarpetki)!

Cześć dziewczyny!

     Zima jest zdecydowanie jednym z najbardziej znienawidzonych okresów przez moje stopy. Muszą przez cały dzień kisić się w topornych, zimowych butach, a po powrocie do domu nie mogą polatać sobie na boso, ponieważ jest za zimno i ciągle muszą siedzieć w kapciach. Postanowiłam więc zafundować im odrobinę przyjemności, poprzez domowe SPA.


     I pomimo, że ostatnio w blogosferze głośno zrobiło się o "magicznych" skarpetkach złuszczających, ja postawiłam na staroświeckie metody czyli: namoczenie, wypeelingowanie, nakremowanie. A w zadaniu pomagały mi:

     Balea rozgrzewająca sól do kąpieli stóp, na saszetce jest napisane, iż można podzielić ją na dwie kąpiele, jednak tego nie zrobiłam i wrzuciłam wszystko na raz. Sól ma żółty kolor i w takim kolorze barwi też wodę, pachnie cytrusowo z nutką świątecznych przypraw (przynajmniej mi się ten zapach tak skojarzył). Rozgrzewający efekt poczułam jednak dopiero po wyjęciu stóp z miski (uczucie jakby posmarować stopy rozgrzewającą maścią) i utrzymał się on około 15min od zakończenia kąpieli.

     Yves Rocher peeling do stóp z lawendą i drobinkami pumeksu uważam za na prawdę dobry produkt. Bardzo fajnie zdziera niechciane skórki i poradzi sobie nawet z tymi twardymi na pięcie (jednak chcę zaznaczyć, iż moje stopy wyjątkowo problematyczne nie są). Do tego bardzo ładnie pachnie lawendą. Jedyna jego wada to wydajność, tubka starcza na około 6/7 użyć. Do tego kosztuje 20zł, więc dla niektórych może być to trochę za dużo. Jednak ja polecam czekać na promocje, których i Yves Rocher wiele!

     Balea krem do stóp z mocznikiem czytałam o nim wiele dobrego na wizażu i dlatego wpadł mi do koszyka. Nie jest zły, wykonuje swoje zadanie, czyli nawilża, jednak tylko przy jego regularnym stosowaniu. Do tego po otwarciu unosi się dość mocny alkoholowy zapach, który jednak znika po wsmarowaniu i zostawia nas z dość słodką, migdałową wonią.

     Po tych wszystkich zabiegach nie pozostało mi nic jak nałożyć puchate skarpetki i wskoczyć pod kołderkę z gorącą herbatą i dobrą książką!


     A Wy jak dbacie o swoje stopy? Wolicie tradycyjne metody, czy raczej stawiacie na nowości na rynku takie jak np. skarpetki złuszczające?

Pozdrawiam,
Asia.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Marion vs Yves Rocher

Cześć wszystkim!
Dzisiaj porównam dwie płukanki do włosów, których używam już od jakiegoś czasu, a mowa o Marion Nature Therapy Kąpiel odbudowująca włosy i Płukance octowej z malin Yves Rocher.

Zacznę od Marion Nature Therapy Kąpiel odbudowująca włosy.


Od producenta:
Unikalna terapia dla włosów o świeżym zapachu malin, delikatnie oczyszcza, usuwa resztki szamponu z włosów oraz pomaga przywrócić naturalną kwasowość skóry głowy. Nature therapy to wyjątkowa kombinacja natury i nowoczesnej technologii dla naturalnie zdrowych włosów. 

Cena i dostępność:
Buteleczka 130ml kosztuje około 7,90zł, a dostać ją można głównie w małych, lokalnych drogeriach. Czytałam gdzieś, że jest dostępna w Naturze, jednak mnie nie udało jej się tam znaleźć. 

Aplikacja:
Płukanka ma postać czerwonej wody. Stosowałam ją zgodnie z zaleceniami producenta czyli po umyciu i nałożeniu odżywki na włosy, spłukałam je obficie wodą, po czym rozprowadzałam preparat na całej długości włosów, czekałam minutę i spłukiwałam letnią wodą. Buteleczka jest wygodna w użyciu, przez otwór wydostaje się dokładnie tyle płynu ile potrzebujemy. Jednak wymaga trochę czasu aby nauczyć się jak przenieść ją równomiernie z ręki na włosy.

Zapach i wydajność:
Nie do końca pachnie ona malinami, jest to bardziej owocowy zapach, można w nim wyczuć odrobinę chemii, jednak nie jest to uciążliwe. Muszę przyznać, że zapach utrzymuje się na włosach dość długo, u mnie jest wyczuwalny nawet przez cały dzień. Na opakowaniu jest napisane, iż kąpiel starcza na około 5 użyć przy długich włosach, na moich średnio długich starczyła na jakieś 9.

Skład:

Jak widać jest sporo chemii, ale także trochę natury. Ogólnie skład nie jest zły, bez parabenów, SLS i SLES.

Działanie:
Jestem bardzo zadowolona z tej płukanki. Moje włosy po jej zastosowaniu były gładkie i lśniące, mam nawet wrażenie, że mniej się puszyły. Łuski włosów były wyraźnie domknięte. Podobało mi się także to, iż domywała moje włosy z pozostałości odżywki czy szamponu. Nie musiałam się martwić, iż źle spłukałam i włosy będą obciążone. Podsumowując, jest to już moje drugie opakowanie tego produktu, a więc bardzo polubiłam się z tą płukanką!

Teraz czas na Płukanką octową z malin z Yves Rocher.
Od producenta:
Ocet winny o właściwościach wygładzających, zamykających łuski i oczyszczających, aby Twoje włosy stały się błyszczące i miękkie.

Cena i dostępność:
Butelka o pojemności 150ml kosztuje około 24,90 (ja kupiłam ją w takiej cenie, jednak można dostać ją w promocji, trochę tajniej). Dostępna jest we wszystkich sklepach Yves Rocher, a także na ich stronie internetowej http://www.yves-rocher.com.pl/ .

Aplikacja:
Podobnie jak płukanka z Marion, z tą różnicą, iż nie polecam trzymać jej na włosach minuty, ponieważ posiada ona w swoim składnie alkohol, który może wysuszać włosy (jak się stało w moim przypadku, gdy używałam jej tak jak Mariona). Buteleczka ma bardzo wygodnie zamknięcie i dozuje dokładnie taką ilość kosmetyku, jaką potrzebujemy.

Zapach i wydajność:
Tutaj wyraźnie da się wyczuć malinowy zapach, jednak ja wyczuwam w nim sporo chemii. Zapach nie utrzymuje się tak długo na włosach ja w przypadku Marion, mniej więcej do wyschnięcia włosów. Jest ona jednak bardziej wydajna od swojej siostry, ale nie na tyle by zrekompensować swoją cenę.

Skład:

Jak widać jest mniej chemii, jednak ciągle obecna. No i ten nieszczęsny alkohol.

Działanie:
Moim zdaniem jest ono bardzo podobne do płukanki z Marion jednak dużo słabsze. Nie ma tego efektu wow, który był po użyciu Kąpieli odbudowującej włosy. Na początku, gdy pozostawiałam ją na minutę na głowie, strasznie wysuszyła skalp i moje biedne włoski. Jeżeli jednak spłukuję zaraz po aplikacji, nic takiego się nie dzieje.


Podsumowując:
Według mnie zdecydowaną zwyciężczynią zostaje Marion Nature Therapy Kąpiel odbudowująca włosy! Czemu? Bardziej widoczne efekty, łatwiejsza dostępność, nie wysusza i do tego kolosalna różnica w cenie.

A teraz chcę pokazać wam moje włosy ponad miesiąc temu, na samym początku mojego włosomaniactwa i delikatnej pielęgnacji.
Chciałam też napisać, że od jakiś 3 lat moje włosy nie chciały rosnąć na długości (miałam odrosty, jednak ciągle nie rosły dalej niż pokazane na zdjęciu), a teraz w końcu ruszyły! Pod koniec miesiąca zrobię włosową aktualizację!


A wy miałyście styczność z tymi płukankami? Jak się u was spisały? Koniecznie napiszcie w komentarzach!

Pozdrawiam,
Blond and Wavy.