Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balea. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lipca 2014

Nowości pod moim prysznicem.

Cześć dziewczyny!

     Oto kolejny post z cyklu "nowości". Dzisiaj będzie o tym, co nowego słychać pod moim prysznicem. Dość monotematycznie, ponieważ wszystkie produkty są od Balei, ale cóż zrobić, kiedy ta niemiecka marka co kilka miesięcy wprowadza do asortymentu nowe produkty w zaskakująco niskich cenach.


     Balea balsam pod prysznic do bardzo suchej skóry, to po po prostu balsam do spłukiwania. Pierwsza na rynek wprowadziła tego typu produkt chyba Nivea i od tamtego czasu prawie każda marka ma go w swoim asortymencie. Nie używałam balsamów innych firm, więc nie mogę porównać, ale ten sprawuje się fajnie. Dzięki niemu mogę ograniczyć balsamowanie i nie muszę czekać na wchłonięcie przed nałożeniem piżamy. Na pewno nie zastąpi on zwykłego balsamu, ale przedłuży czas pomiędzy kremowaniem. No i do tego, idealnie zastępuje piankę do golenia!
     Balea żel do mycia z solą z Morza Martwego o zapachy trawy cytrynowej wspaniale orzeźwia i rozbudza w upalne dni. Używam go głównie rano, dzięki czemu z pod prysznica wychodzę jak nowo narodzona. Nie wysusza skóry, a zapach długo się na niej utrzymuje. Moim zdaniem, jeden z fajniejszych żeli na lato.
     Balea kremowy olejek/żel do mycia o zapachu brzoskwiniowym to nic innego ja odmienna wersja zapachowa moich ulubieńców, o których pisałam TUTAJ KLIK. Żele z tej serii to zdecydowanie moje ulubione mazidełka do mycia. A ta wersja pachnie po prostu obłędnie!


     Proszę powiedzcie, że nie tylko ja muszę mieć pod prysznicem wybór minimum 4 różnych żeli, bo inaczej wydaje mi się, że nie mam się czym umyć? Każdy żel na inną porę dnia? Słyszałyście już o tych produktach? Ja tymczasem wracam do nauki!

Pozdrawiam,
Asia.

piątek, 13 grudnia 2013

Małe, domowe SPA dla moich stóp (i wcale nie chodzi o "magiczne" skarpetki)!

Cześć dziewczyny!

     Zima jest zdecydowanie jednym z najbardziej znienawidzonych okresów przez moje stopy. Muszą przez cały dzień kisić się w topornych, zimowych butach, a po powrocie do domu nie mogą polatać sobie na boso, ponieważ jest za zimno i ciągle muszą siedzieć w kapciach. Postanowiłam więc zafundować im odrobinę przyjemności, poprzez domowe SPA.


     I pomimo, że ostatnio w blogosferze głośno zrobiło się o "magicznych" skarpetkach złuszczających, ja postawiłam na staroświeckie metody czyli: namoczenie, wypeelingowanie, nakremowanie. A w zadaniu pomagały mi:

     Balea rozgrzewająca sól do kąpieli stóp, na saszetce jest napisane, iż można podzielić ją na dwie kąpiele, jednak tego nie zrobiłam i wrzuciłam wszystko na raz. Sól ma żółty kolor i w takim kolorze barwi też wodę, pachnie cytrusowo z nutką świątecznych przypraw (przynajmniej mi się ten zapach tak skojarzył). Rozgrzewający efekt poczułam jednak dopiero po wyjęciu stóp z miski (uczucie jakby posmarować stopy rozgrzewającą maścią) i utrzymał się on około 15min od zakończenia kąpieli.

     Yves Rocher peeling do stóp z lawendą i drobinkami pumeksu uważam za na prawdę dobry produkt. Bardzo fajnie zdziera niechciane skórki i poradzi sobie nawet z tymi twardymi na pięcie (jednak chcę zaznaczyć, iż moje stopy wyjątkowo problematyczne nie są). Do tego bardzo ładnie pachnie lawendą. Jedyna jego wada to wydajność, tubka starcza na około 6/7 użyć. Do tego kosztuje 20zł, więc dla niektórych może być to trochę za dużo. Jednak ja polecam czekać na promocje, których i Yves Rocher wiele!

     Balea krem do stóp z mocznikiem czytałam o nim wiele dobrego na wizażu i dlatego wpadł mi do koszyka. Nie jest zły, wykonuje swoje zadanie, czyli nawilża, jednak tylko przy jego regularnym stosowaniu. Do tego po otwarciu unosi się dość mocny alkoholowy zapach, który jednak znika po wsmarowaniu i zostawia nas z dość słodką, migdałową wonią.

     Po tych wszystkich zabiegach nie pozostało mi nic jak nałożyć puchate skarpetki i wskoczyć pod kołderkę z gorącą herbatą i dobrą książką!


     A Wy jak dbacie o swoje stopy? Wolicie tradycyjne metody, czy raczej stawiacie na nowości na rynku takie jak np. skarpetki złuszczające?

Pozdrawiam,
Asia.

piątek, 25 października 2013

Moje ostatnie odkrycie: kremowe olejki (?!) do mycia z Balea, o niesamowitych zapachach.

Cześć dziewczyny!

     Muszę Wam napisać o produktach do mycia, który ostatnio podbiły moje serce no i prysznic. A dokładniej mówiąc, o kremowych olejkach pod prysznic z Balea. Jak wiadomo można dostać je w niemieckich DM i kilku sklepach online, które sprzedają niemieckie kosmetyki. Za butelkę musimy zapłacić 0,95 euro. Dostępne są w trzech wersjach zapachowych: słodka pomarańcz i limetka, olejek z pestek winogrona i pistacje, olejek z pestek maruli i mleczne proteiny. Ja skusiłam się na dwa ostatnie, które prezentują się tak:


     Zapakowane są w poręczne butelki z dość grubego plastiku, który niestety utrudnia wydobywanie produktu, trzeba się trochę namęczyć, żeby coś z nich wydobyć, szczególnie pod koniec.

Kremowy olejek?!
     Ano tak! Te cudeńka są niesamowicie kremowe i gęste. Są nawet bardziej gęste od niektórych balsamów do ciała, z którymi miałam do czynienia. Jednak nie wpływa to w żadnym stopniu na komfort ich używania, nie ma problemów z namydlaniem i zmywaniem. Ale dlaczego olejek?! Ze względu na skład, gdzie w obu posiadanych przeze mnie wersjach, już na TRZECIM miejscu w składzie znajdziemy olej sojowy!


    Moje problemy z wysuszoną skórą po myciu skończyły się, właśnie dzięki tym kremowym olejkom. Oczywiście nie uratują one przesuszonej skóry, ale pomogą w utrzymaniu nawilżenia tej normalniej. Do tego jak one pachną! Obydwa pachną bardzo podobnie (jednak nie identycznie, pistacjowy ma lekką cytrusową nutę) i bardzo przypominają mi masło do ciała z TBS o zapachu masła Shea, a że jestem wielką fanką tego zapachu, to oczywiście nie mogłam nie włożyć cudeniek z Balea do koszyka, jak tylko je powąchałam!


    Jeżeli będziecie miały okazję, to koniecznie wypróbujcie! Słyszałyście już o tych kremowych olejkach? Znacie jakieś inne nawilżające produkty pod prysznic? Czy tak jak ja jesteście fankami zapachu masła Shea z TBS? Koniecznie napiszcie w komentarzach!

Pozdrawiam,
Asia.

sobota, 28 września 2013

Balea- sole do kąpieli.

Cześć dziewczyny!

     Uwielbiam wszystko, co pachnie i można dodać to, do wanny pełnej wody. Jeżeli jeszcze w jakimś stopniu działa nawilżająco lub zmiękczająco na moją skórę, jestem w siódmym niebie! Jesteście ciekawe czy pokochałam sole niemieckiej firmy Balea? Zapraszam do lektury!



     Dostępne w 4 wersjach zapachowych i kolorach. Każda z nich ma identycznej wielkości kryształki i rozpuszcza się równomiernie w wodzie. Nie zauważyłam też zróżnicowanego działania na moją skórę, wszystkie w identycznie, choć minimalnie ją zmiękczają i powodują, że po wyjściu z wanny nie muszę używać balsamu. Jedna saszetka, to jedna kąpiel. Każda z saszetek kosztuje około 1 euro, więc nie jest to duży wydatek, a jak może umilić kąpiel, szczególnie teraz w szare, jesienne wieczory. Muszę jeszcze dodać, że nie brudzą wanny, jak np. kule z LUSH.

Balea Bademomente Atempause- jaśminowa przerwa.

 
     O pięknym, nienachalnym jaśminowym zapachu. Po raz pierwszy spodobała mi się kompozycja, której główną nutą był własnie jaśmin. Zapchaj jest na tyle intensywny, że czuć go przez całą 15 minutową fioletową kąpiel (tak, woda ma cudny delikatny wrzosowy odcień!). Jest to zdecydowanie mój faworyt z całej czwórki, którego będę namiętnie używać!

Balea Bademomente Abendrot- zorza wieczorna. 

              
     Czerwona sól ma pomagać nam zasnąć. Jak dla mnie ten kwiatowy zapach był bardziej energetyzujący niż usypiający, ale również przypadł mi do gustu. Jest on najbardziej intensywny z całej czwórki, a kryształki barwią wodę na różowo.

Balea Bademomente Glucksrausch- upojenie szczęściem.

 
    Mój największy zawód, spodziewałam się soczystego grejpfruta, a czułam raczej przeciętne i mało intensywne cytrusy, którym do świeżości grejpfruta było bardzo daleko. Zapach nie był jakoś wyjątkowo intensywny, a woda zabarwiła się na żółty kolor, który na myśl przywodził tylko jedno...

Balea Bademomente Traumgefluster- szepty pełne marzeń.

 
     Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta sól. Spodziewałam się morskiego odświeżacza do powietrza, a poczułam delikatną morską, orzeźwiającą nutę, połączoną z uspakajającą mocą szumu oceanu. Nie czuję tam typowo morskiego ani kwiatowego zapachu. Nie potrafię go zidentyfikować, ale bardzo mnie uspokaja. Do tego barwi wodę na oceaniczny błękit i czuję się jak na wakacjach!



     A Wy co lubicie dodawać do kąpieli? Miałyście już styczność z tymi solami? Koniecznie napiszcie w komentarzach!

Pozdrawiam,
Asia.


PS. Przypominajka o rozdaniu, w którym możecie wygrać 9 (zrobionych przeze mnie) gumek TWISTBAND KLIK KLIK KLIK . Macie czas tylko do poniedziałku!


środa, 24 lipca 2013

Ulubieniec na końcówki, czyli Balea After Sun Haaröl.

Cześć dziewczyny!

     Dzisiaj muszę opisać Wam, mój absolutny hit tego lata. Moje końcówki nigdy chyba jeszcze nie były w tak dobrym stanie i wydaje mi się, iż głównym powodem tego stanu jest właśnie ten olejek! O czym mowa? O olejku do włosów od Baleii z edycji limitowanej, wydanej tylko na lato AFTER SUN do włosów zmęczonych i zniszczonych słońcem.


Opakowanie: Jest jego jedyną wadą. Wygląda solidnie, plastikowa buteleczka z pompką, wygodna aplikacja, jednak zakrętka nie jest szczelna i nawet gdy teoretycznie buteleczka ma być zamknięta, olejek wycieka. Dlatego muszę transportować go w oddzielnym woreczku.

Konsystencja, barwa i zapach: Olejek nie jest w sam raz, ani za rzadki, ani za gęsty. Barwa tak jak widać na zdjęciu, żółtawa. Wielkim plusem olejku jest jego zapach! Pachnie słodko, kokosami, jednak nie jest co natarczywy.

Skład: Już na pierwszy rzut oka, widać, iż daleko mu do prawdziwie nawilżającego kosmetyku. Jednak znajdziemy tu olejek słonecznikowy już na trzecim miejscu, do tego olejek jojoba i z papai. Jednak nie liczyłam na nawilżenie, a ochronienie moich końcówek przed uszkodzeniami mechanicznymi i tak też się stało.


Wydajność: Buteleczka ma ogromną pojemność, bo aż 75ml, podczas gdy inne tego typu produkty mają około 20ml pojemności. Do tego, jak wszystkie tego typu kosmetyki, jest on bardzo wydajny. Ta buteleczka starczy mi na bardzo długi czas!

Działanie: Nakładam dwie pompki na wilgotne końcówki (około 5cm) włosów. Ten olejek idealnie zabezpieczał moje końcówki, nie obciążając i nie sklejając ich. To tego składniki filmotwórcze w nim występujące są zmywalne delikatnymi szamponami. Po około miesiącu jego stosowania nie zauważyłam poprawy w wyglądzie moich włosów (ale przecież nie na to liczyłam), jednak ich stan przez te 30 dni wcale się nie pogorszył! Raz w miesiącu podcinam sobie pojedyncze, rozdwojone końcówki i podczas gdy zazwyczaj znajdowałam ich ponad 20 (pomimo, iż stosowałam inne specyfiki na końcówki), to teraz mam ich maksimum 5. Nie mam mu nic do zarzucenia!



     A Wy miałyście już z tym produktem do czynienia? Jakie są Wasze opinie? A macie swoich ulubieńców na końcówki? Jak działają? Koniecznie napiszcie w komentarzach!


Pozdrawiam,
Blond and wavy.


piątek, 21 czerwca 2013

Denko, czyli krótko, zwięźle i na temat (część druga i ostatnia)!

Cześć dziewczyny!

Co u Was słychać w pierwszy dzień lata? Ja przez upały, do robienia czegoś efektywnego mogę zmusić się jedynie wieczorami, gdy temperatura już trochę spadnie... A nawet o tej porze ledwo myślę, dlatego żeby już nie przedłużać przechodzę do drugiej części mojego denka!

TWARZ:



Essence My Skin krem koloryzujący do twarzy towarzyszył mi praktycznie na co dzień. Moja cera nie potrzebuje specjalnego krycia i ten krem + korektor zdecydowanie mi wystarcza. Szerszą recenzję przeczytacie TUTAJ KLIK. Wielki plus za to, że w ogóle nie czuję go na twarzy po nałożeniu! KWC

Be Beauty płyn micelarny do skóry wrażliwej (tak to ten z Biedronki) oczywiście musiałam wypróbować hit z blogów i muszę potwierdzić, jest na prawdę dobry! Nie szczypie, nie wysusza i nie zostawia żadnej lepkiej warstwy na twarzy, a do tego fajnie odświeża, tonizuje i zmywa resztki makijażu. (Wyobrażacie sobie, że nie ma go na KWC ;o albo jestem na tyle ślepa i nie mogę go znaleźć.)

Flos Lek żel aloesowy do skóry suchej szczerze, to nie używałam go do twarzy, tylko do włosów. Fajnie utrzymywał skręt i sprawiał, że moje włosy nie puszyły się. Teraz nie mogę go nigdzie dorwać, a moje włosy przy tym słońcu wyglądają jak stóg siana. Nie wysuszał, ale również nie nawilżał. Krótko o nim możecie przeczytać jeszcze TUTAJ KLIK albo na KWC.

CIAŁO:


Balea żel pod prysznic 'Czekolada z figą' był to najzwyklejszy żel pod prysznic, od których nie wymagam wiele. Dobrze się pienił i ładnie pachniał, jednak pod koniec męczył mnie już ten zapach, ponieważ był on bardzo intensywny. Pochodzi on z edycji limitowanej i jest już nie dostępny w DMach. KWC

Balea dezodorand 'Czekolada z figą' na początku działał zadowalająco i spokojnie mogłam mu zaufać na cały dzień, pod koniec jednak chyba się na niego uodporniłam i w połowie dnia już czułam się nieświeżo. Zużyłam do końca w strasznych męczarniach, bo zapachu też już miałam dość.

Jessa delikatny żel do higieny intymnej w sumie nic nie mogę mu zarzucić, ale świetny też nie był, ot zwykły żel do higieny intymnej. A już wiem! Denerwowało mnie, że zawsze przez ogromną dziurę wylatywało za dużo produktu.

INNE:



Isana zmywacz do paznokci i zapachu migdałów dostępny w dużej butelce i przystępnej cenie. Do tego dobrze zmywa i nie wysusza paznokci ani skórek. Czego chcieć więcej od zmywacza? (Ten produkt chyba pokazywałam w każdym denku). KWC

Orly Top 2 Bottom preparat podkładowo-nawierzchniowy ani jako baza, ani jako top nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, dlatego postanowiłam do niego skruszony cień do powiek (miał powstać lakier DIY), ale  stało się to jeszcze większą klapą. Wyrzucam z czystym sumieniem! KWC

Essence ochrony krem do rąk o zapachu jabkowo-cynamonowym zakochałam się w nim od pierwszego wąchnięcia! Do tego na prawdę świetnie nawilżał i szybko się wchłaniał, nie pozostawiając tłustej warstwy, której nienawidzę! Pisałam też o nim w zimowych ulubieńcach KLIK. Niestety była to edycja limitowana na zimę i nie można już go nigdzie dostać. KWC


Alverde balsam do ust 'Mandarynka i kwiat wanilli' nie zachwycił mnie ani zapachem, ani działaniem. Myślałam, że jego naturalny skład zdziała coś na moich wiecznie suchych ustach, ale tak się nie stało. Do tego strasznie szybko się wchłaniał i musiałam co chwilę po niego sięgać, co oczywiście przełożyło się na kiepską wydajność. KWC

The Body Shop truskawkowa mgiełka do ciała pachniała świetnie, jak prawdziwa, świeża truskaweczka, a zapach długo utrzymywał się na ciele, ale nie był natarczywy. Nie podoba mi się, iż jest w szklanej buteleczce, która jest za ciężka, by włożyć ją do torebki, poza tym nie widzę innych wad. KWC


Legenda:
kupię ponownie
nie kupię ponownie
nie wiem, czy kupię ponownie


Uff! W końcu, popijając koktajl zimny koktajl ogórkowy uporałam się z tym denkiem! Znacie może produkty, które zużyłam? Macie wśród nich ulubieńców? A może buble? Koniecznie napiszcie w komentarzach! A ja idę po dolewkę zimnego napoju!

Pozdrawiam,
Blond and wavy.

PS. Ponieważ od 1 lipca zniknąć ma Google Reader, zapraszam Was wszystkich na mojego bloga również na bloglovin!

Follow on Bloglovin

PS2. Przypominam Wam o pierwszym organizowanym przeze mnie konkursie, w którym możecie wygrać KURACJĘ DO WŁOSÓW SEBORADIN Z NAFTĄ KOSMETYCZNĄ KLIK.
Serdecznie zapraszam i pamiętajcie, że konkurs trwa tylko do końca czerwca!

środa, 19 czerwca 2013

Denko, czyli krótko, zwięźle i na temat (część pierwsza)!

Cześć dziewczyny!

     Dzisiaj pokażę Wam pierwszą część mojego 2 miesięcznego denka. Dawno już takiego typu postu tu nie było, więc mam nadzieję, że będzie on dla Was ciekawy. Ja bardzo lubię denka, ze względu na różnorodność produktów z recenzjami. Czy też podzielacie moje zdanie? Jeżeli tak, to zaczynamy!

WŁOSY:


Alverde odżywka do włosów suchych z migdałem i arganem to jakaś porażka. Nie robiła dosłownie NIC, równie dobrze mogłam darować sobie jej nakładanie. Nic się nie zmieniło, nawet jeżeli trzymałam ją dłużej. Do tego, jeżeli moje włosy były mięciutkie i lejące po myciu odżywką, po nałożeniu tej z Alverde, stawały się szorstkie jak po myciu szamponem. KWC

Garnier Naturalna Pielęgnacja odżywka do włosów suchych z oliwą z oliwek i cytryną. Używałam ją głównie na końcówki ze względu na silikon na trzecim miejscu w składzie. Dodatkowego nawilżenia nie zauważyłam, ale też nie wysuszała. Nie mam jej nic do zarzucenia, ale są lepsze.

Rewe odżywka do włosów farbowanych z olejem z ryżu i witaminą B3, używałam jej do mycia włosów i w tym zakresie spisywała się dobrze. Co mnie w niej urzekło, to cudny zapach, który według mnie przypomina w tym zakresie profesjonalne kosmetyki fryzjerskie. W miarę duża pojemność za niską cenę + łatwy dostęp, to lubię! Jednak chyba wolę używać do mycia odżywki z Balei.


Urtekram szampon rozmarynowy do włosów cienkich przyprawił mnie o swędzenie skalpu, o którym pisałam z obszerniejszą recenzją już TUTAJ KLIK. Fajnie dodawał za to objętości. A zdenkował go mój chłopak, który nie miał mu nic do zarzucenia. KWC (jeżeli jesteście ciekawe składu, nic więcej tam nie ma)

Seboradin balsam regenerujący do włosów suchych, zniszczonych farbowaniem i modelowaniem z żeń-szeniem i ekstraktem z czarnej rzodkwi bardzo się z nim polubił mój skalp, końcówki włosów już nie za bardzo. Na pełną recenzję zapraszam TUTAJ KLIK. Podobało mi się, że wydłużał świeżość o prawie cały dzień, więc jak tylko wykończę zbiór moich odżywek 'na skalp' powinnam do niego wrócić. KWC

Joanna Naturia odżywka z miodem i cytryną do włosów suchych i zniszczonych to mój ulubieniec b/s. Nie obciąża i delikatnie nawilża. Trochę więcej napisałam o niej TUTAJ KLIK Jeszcze nie znalazłam lepszej odżywki b/s, która nie miałaby w swoim składzie wyniszczającego alkoholu lub silikonu zmywalnego SLSami. Ciągle szukam, macie może jakieś propozycję? KWC


Balea odżywki Mango + Aloe Vera do włosów suchych i Figa + Perła do włosów matowych kocham, kocham, kocham! Najlepsze do mycia włosów z pośród tych, które miałam okazję testować. Polecam każdej dziewczynie, która myje włosy odżywkami! I to tego ta cena, 0.65E za butelkę, myć nie umierać! Pisałam o nic również TUTAJ KLIK (również JAK myję włosy odżywkami). 

Legenda:
kupię ponownie
nie kupię ponownie
jeszcze nie wiem czy kupię ponownie


To by było na tyle w temacie włosów. A Wy macie swoich ulubieńców pośród produktów, które zużyłam? A może znalazłyście swoje buble? Koniecznie napiszcie w komentarzach!

Pozdrawiam,
Blond and wavy.

PS. Ponieważ od 1 lipca zniknąć ma Google Reader, zapraszam Was wszystkich na mojego bloga również na bloglovin!

Follow on Bloglovin

PS2. Przypominam Wam o pierwszym organizowanym przeze mnie konkursie, w którym możecie wygrać KURACJĘ DO WŁOSÓW SEBORADIN Z NAFTĄ KOSMETYCZNĄ KLIK.
Serdecznie zapraszam i pamiętajcie, że konkurs trwa tylko do końca czerwca!

środa, 3 kwietnia 2013

Catrice Candy Shock peeling do ust.

Cześć dziewczyny!

     Ostatnio będąc na małych zakupach w DM-ie wpadałam na limitowaną kolekcję Catrice o nazwie Candy Shock, szczerze mówiąc, nie urzekła mnie. Była tak słodka, że aż wydawała się mdła, przeciętna. Jednak znalazłam tam jedną perełkę (o tym za chwilę). Do tego kupiłam jeszcze:


Balea balsam do ust z mocznikiem po pierwszych testach napisać muszę, że fenomenalny nie jest. Ma dziwnie kremowo-chemiczny zapach, ale nawilża delikatnie spierzchnięte usta, więc źle też nie jest. Za cenę w wysokości 2 euro jestem z niego zadowolona.

Alverde color&care 2in1 make-up 10 vanilla & cream jest to krem tonujący (?) i niestety nie mogę o nim napisać prawie nic dobrego poza tym, że całkiem dobrze radzi sobie z nawilżaniem i ma dość dobry skład + świetne opakowanie. A tak to strasznie się po nim błyszczę i do tego krycie ma fatalne. Testuję dalej, może znajdę więcej pozytywów.

Catrice Candy Shock w kolorze Sugar Shock jako, że jestem różomaniaczką + różoholiczką, nie mogłam przejść obok niego obojętnie! Jeszcze nie poddałam go testom.


I teraz główna atrakcja dzisiejszej notki! Catrice Candy Shock peeling do ust!


     Tym razem nie znajduje się on w słoiczku, tylko w pisaku, co uważam za bardzo poręczne i wygodne. Dzięki temu możemy wykonać peeleing dosłownie wszędzie! Wiele razy zdarzyło mi się mieć popękane usta w środku dnia, bez możliwości ich wygładzenia, co zazwyczaj kończyło się obgryzaniem wystających skórek i w ostateczności zakrwawionymi ustami. Teraz mam go zawsze przy sobie i nie muszę się już o to martwić!


     Po przekręceniu końcówki z puchatej poduszeczki wypływa biała, lepka maź, pełna mikroskopijnych drobinek o słodkim smaku. Jest to raczej delikatny ścierak i nie dorówna porządnemu cukrowo-miodowemu, ale w awaryjnych sytuacjach spisuje się idealnie! Usta są po nim gładkie i nawilżone, z chęcią zobaczyłabym go w stałej ofercie Catrice!



Przesyłam wam buziaczki z świeżo wypeelingowanych ust i koniecznie napiszcie w komentarzach, jak Wy radzicie sobie ze suchymi skórkami na ustach w ciągu dnia!

Pozdrawiam,
Blond and wavy.


środa, 27 marca 2013

Czas na pierwsze wiosenne DENKO!

Cześć dziewczyny!

     Czy tak jak ja wyczekujecie już z utęsknieniem prawdziwej wiosny, nie tylko tej kalendarzowej? Chcę już nosić trampki zamiast UGGów i zwiewne chustki zamiast wełnianego szalika! W międzyczasie chcę Wam pokazać moje lutowo/marcowe denko i muszę przyznać, że nazbierało mi się naprawdę dużo produktów!


WŁOSY:



Alverde odżywka intensywnie odbudowująca z Szarłatem jest moim hitem! Świetnie nawilża włosy, są po niej błyszczące i wygładzone. Nawet bardzo zniszczone włosy, takie jak moje, wyglądają zdrowo, już po jednym użyciu. Nie polecam jednak delikatnym włosom, ponieważ może je bardzo obciążyć.  KWC

Balea odżywka z kokosem i kwiatem Tiare i Balea odżywka z figą i perłami myję nimi włosy, o czym pisałam już TUTAJ i sprawdzają się w tej roli bardzo dobrze, chociaż są trochę niewydajne. KWC


Joanna odżywka z pokrzywą i zieloną herbatą b/s jest jedną z fajniejszych odżywek b/s dostępnych na rynku, a do tego bardzo tania (5zł) i super wydajna. Minusem jest to, iż bardzo słabo dostępna. Polubiłam ją, ale nie kupię ponownie, bo wolę jej miodową siostrę. KWC

Marion Natura Silk jedwabna kuracja ma bardzo przyjemny skład i jest raczej łatwo dostępny. Do zabezpieczania końcówek spisuję się bardzo dobrze. Nie kupię go ponownie, ponieważ znalazłam lepsze serum do zabezpieczania końcówek, o którego zakupie informowałam TUTAJ. KWC

Joanna Rzepa kuracja wzmacniająca szykuję się z pełną recenzją. Jedyne co teraz mogę napisać to, że po pierwszej butelce byłam zachwycona, a druga szału nie robi. Chyba mój skalp się przyzwyczaił. KWC


L'Biotica BIOVAX intensywnie regenerująca maseczka do włosów blond mam do niej mieszane uczucia. Spodziewałam się silniejszej regeneracji i nawilżenia, ale słabo też nie było. Teraz testuję jej niebieską siostrę, która chyba jest dla mnie trochę za ciężka. Jeżeli nie znajdę nic lepszego, to raczej kupię ją ponownie. KWC

CIAŁO:


Balea antyperspirant o zapachu fig i czekolady służył mi bardzo dobrze i do tego ten zapach! Wielka szkoda, że jest to edycja limitowana, ale właśnie z tego względu zabezpieczyłam się i dokupiłam jeszcze 2 opakowania!

Balea żel pod prysznic i szampon dla dzieci nie posiada w swoim składzie drażniących detergentów, więc nie wysuszał aż tak mojej skóry w zimowe dni. A tak poza tym to bardzo przeciętny, szczególnie zapach.

INNE:



HELENA RUBINSTEIN Lash Queen Sexy Black maskara uwielbiam maskary od HR i tak samo bardzo polubiłam się z tą. Pogrubiała i wydłużała moje rzęsy, a efekt utrzymywał się przez cały dzień bez osypywania. Jedynie co mnie odstrasza to jej cena, więc raczej z ponownym zakupem będę musiała się wstrzymać. KWC

Alverde nagietkowy balsam do ust świetnie nawilżał i chronił moje usta w zimowe dni, jednak zapach mi zbytnio nie przypadł do gustu i wątpię, że jeszcze go kupię. Ach! I do tego był bardzo mało wydajny. KWC

ISANA zmywacz do paznokci o zapachu migdałów to mój ideał nad ideałami! Świetnie radzi sobie z każdym lakierem, nawet z brokatami, nie śmierdzi aż tak mocno i do tego można go kupić w butelce o pojemności 500ml, czego chcieć więcej? Wydaje mi się, że ten zmywacz pojawiał się u mnie w każdym denku! KWC

GORVITA żel aloesowy nie sprawdził się do nawilżania skóry, jednak jako odżywka b/s na włosy spisał się idealnie! Podkreślał i utrzymywał moje loczki, a do tego jeszcze nawilżał moje włosy. Jeżeli jeszcze go gdzieś dorwę, na pewno wpadnie do mojego koszyka! KWC


Legenda:
kupię ponownie
nie kupię ponownie
może kupię ponownie


Uff! I to by było na tyle! Używałyście już tych produktów? Co o nich myślicie? Koniecznie napiszcie w komentarzach! Ja tymczasem idę wyrzucić śmieci!


Pozdrawiam,
Blond and wavy.

sobota, 16 lutego 2013

Jak zmywać oleje z włosów? Odżywką!

Cześć dziewczyny!

     Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moim sposobem na zmywanie olejków lub maseł z włosów odżywką. I od razu informuję: NIE JEST to wcale takie TRUDNE jak się wydaje. Trzeba tylko przestrzegać kilku prostych zasad.


PO PIERWSZE: Zachowaj umiar w nakładaniu oleju na włosy.
     Wydaje mi się, iż jest ot najczęstszy błąd popełniany przez dziewczyny, które dopiero zaczynają swoją przygodę z olejowaniem. Włosy w żadnym wypadku nie mają obciekać z nadmiaru oleju. Kiedy wiadomo, iż już wystarczy? W przypadku nakładania na suche włosy, ja kończę wtedy, gdy włosy wyglądają już na tłuste, jednak nie zaczęły się jeszcze strączkować (zbierać razem w grubsze pasma, jak to się dzieje np. gdy mamy mokre włosy). W tym momencie nakładam na same końcówki podwójną porcje olejku i związuje je w warkocz. Jeśli chodzi o mokre włosy, spawa jest trochę trudniejsza. Najlepiej wtedy nakładać go na włosy przy pomocy pojemniczka ze spreyem (łatwo odmierzyć ilość jaką chcemy nałożyć na włosy + nie męczymy ich wcieraniem).



PO DRUGIE: Znajdź odpowiednią odżywkę do mycia włosów.
     Tutaj nie będę się za dużo rozpisywać odeślę was do dwóch ekspertek, a mianowicie do Wiedźmi Kociołka (KLIK) i BlondHairCare (KLIK). Ja od siebie tylko dodam, iż i tak trzeba daną odżywkę wypróbować na swojej głowie. Mi bardzo służą odżywki z Balei, pomimo że mają w swoich składach Isopropyl Palmitate, który tworzy warstwę okluzyjną, może przetłuszczać i podrażniać wrażliwe skalpy. Pamiętajcie, każda głowa jest inna!




PO TRZECIE: Daj czas odżywce zemulgować olej.
   Tutaj wszystko zależy od tego czy nałożyłaś olej na czyste lub brudne włosy. Jeżeli na czyste, po wmasowaniu odżywki, którą myjesz, we włosy pozostaw ją we włosach na jakiś czas (ja zazwyczaj robię to na około 10min, w tym czasie myję się, golę nogi itp.) Jeżeli natomiast nałożyłaś olej na brudne włosy, spłucz odżywkę od razu po umyciu i nałóż ją drugi raz i dopiero teraz pozostaw we włosach na kilka minut. Jest to ważne żeby spłukać pierwszą partię odżywki z olejem nałożonym na brudne włosy. Na własnej skórze przetestowałam, iż jeżeli tego nie zrobimy włosy są oklapnięte i szybciej się przetłuszczają.


I co? Dalej wydaje się takie trudne? Mam nadzieję, że już nie :)

     Na koniec chciałabym jeszcze dodać, iż mycie odżywką służy głównie włosom kręconym/falowanym, więc oczywiście nie na każdej głowie ta metoda się sprawdzi. Jednak każdy powinien wypróbować wszystkiego na sobie, a może jednak? Moje włosy uwielbiają tą metodę, czuję wtedy, iż wszystkie odżywcze składniki z oleju pozostały w moich włosach, które są błyszczące, odżywione i dociążone. IDEAŁ!


A wy jak zmywacie oleje z włosów? Próbowałyście kiedyś odżywką? Z jakimi efektami? Koniecznie napiszcie w komentarzach, jestem bardzo ciekawa Waszych sposobów na oleje!

Pozdrawiam,
Blond and wavy.


niedziela, 4 listopada 2012

Weszłam tylko po zmywacz, a wyszłam z...

Cześć dziewczyny!

Naprawdę przepraszam, że piszę tak rzadko. Obiecuję, iż w tym miesiącu posty będą pojawiały się regularnie! A tymczasem mój zakupoholizm znów wziął nade mną górę. Wchodząc do DM myślałam tylko i zmywaczu do paznokci, a do koszyka wpadło jeszcze:


Pianka do mycia o zapachu słodkiej truskawki przeszła już pierwsze testy i muszę napisać, że jestem w niej ZAKOCHANA! Jeżeli macie do niej dostęp, to pędźcie do DMu, bo to kolekcja limitowana! Niebawem naskrobię o niej coś więcej!

Krem do rąk o zapachu karmelowej gorącej czekolady z essence kupiłam go ze względu na bardzo fajny skład z olejkiem kokosowym i masłem shea na samym początku, a do tego przepysznie pachnie! Niestety też edycja limitowana, więc spieszcie się!

Słynny pędzel do smokey eyes z essence czaiłam się na niego już od ponad roku! 

Kolejne opakowanie mojego ulubionego płynu do demakijażu oczu i główny powód mojej wycieczki zmywacz do paznokci z biotyną i olejkiem arganowym zobaczymy jak się sprawdzi!

Pomimo, że małe, zakupy uważam za bardzo udane!


Dziewczyny musicie mi pomóc! Szukam nowego jesienno/zimowego lakieru do paznokci (obecnie moje ulubione to Essie BAHAMA MAMA i MINK MUFFS, a także ORLY Peachy Parrot) macie jakiś swoich faworytów na ten okres? Koniecznie napiszcie w komentarzach!

Pozdrawiam, 
Blond and wavy.

wtorek, 16 października 2012

Spóźnione wrześniowe denko.

Cześć wszystkim!
Tak jak obiecałam, dzisiaj moje wrześniowe denko. Oto i one:


Od lewej:
- TBS RAINFOREST MOISTURE odżywka do włosów suchych i zniszczonych dziwny produkt, nie robił z moimi włosami nic. Jedynie zapach tej odżywki pozostawał we włosach na kolejne 2 dni i niestety za ten zapach tak ją pokochałam, iż jestem w stanie wydać kolejne 25zł na następną butelkę! Link do KWC.
- Alterra tonik do twarzy z miętą do zanieczyszczonej i tłustej skóry był tak tragiczny, iż nawet nie zużyłam go do końca! Pozostawiał moją skórę klejącą na długi czas, a do tego wzmagał przetłuszczanie! Po 2 godzinach od aplikacji świeciłam się jak spocona świnka. A i jeszcze zapach koszmarny. Nie, nie i jeszcze raz nie!
- Balea żel pod prysznic o zapachu kiwi muszę przyznać, iż jestem pod dużym wrażeniem tych żeli pod prysznic. Świetnie się pienią, pięknie pachną i oczywiście bardzo dobrze oczyszczają za 0,65 euro za butelkę, cudo! Link do KWC.
- Marion ocet z malin kolejna buteleczka płukanki do włosów o której pisałam TUTAJ. Moje włosy ją bardzo lubią, jednak jest niedostępna w Niemczech, więc wątpię, iż ją dostane ponownie.
- Balea suchy szampon świeżość i objętość był to mój pierwszy suchy szampon, dlatego na razie nie mogę się wypowiedzieć, jak wypada na tle innych. Jedyne co mi w nim przeszkadzało to zapach, teraz chcę wypróbować inne!
- Balea young żel oczyszczający do twarzy poprawiający(?) pory bardzo fajny żel z delikatnym peelingiem o świeżym, pobudzającym zapachu, nie wysuszył mi cery, jestem na TAK!
- Garnier odżywka do włosów Awokado i masło karite tej odżywki nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, tymczasowo używam jej do mycia włosów, ciągle szukając zastępcy Isany z olejkiem Babassu. Link do KWC.
- Balea płyn do demakijażu oczu z aloesem świetny płyn do demakijażu, o którym pisałam TUTAJ. Jedyną jego wadą jest to, iż jest mało wydajny.
- Essence PureSkin oczyszczające plastry do nosa przeciętne plasterki za niską cenę, na razie nie znalazłam nic lepszego.
- Balea chusteczki antybakteryjne jedna wielka tragedia! Po pierwsze śmierdzą jak wódka, nie wyczuwam różnicy pomiędzy odkręconą butelką trunku a tymi chusteczkami! I do tego strasznie podrażniają i wysuszają dłonie. Jestem na nie.

na pewno kupię ponownie,   może kupię ponownie,  nie kupię ponownie.



Uff dużo tego! A jak Wam poszło wrześniowe denko? Napiszcie w komentarzach! Ja idę wyrzucić śmieci!

Pozdrawiam,
Blond and wavy.

piątek, 28 września 2012

Zastępcy Isany z olejkiem babassu.

Cześć dziewczyny!
     Nie pisałam już chyba od dwóch tygodni, bardzo was za to przepraszam, jednak miałam pewne kłopoty z mieszkaniem w Berlinie, ale teraz mam nadzieje, że wszystko będzie dobrze.
     Jak już wszystkie bloggerki pewnie wiedzą, ze sklepów zniknęła słynna Isana wygładzająca odżywka z olejkiem Babassu. W Niemczech niestety też już jej nie zastałam, dlatego postanowiłam poszukać czegoś na jej zastępstwo. Moje poszukiwania ciągle trwają, a dzisiaj pokażę co już wypróbowałam + mój pierwszy suchy szampon!


      Pierwszy produkt, który wpadł mi w oko jest to Balea odżywka do włosów farbowanych z olejem kokosowym i kwiatem Tiare (szukałam i nie mogłam znaleźć polskiej nazwy, może wy znacie?). 


Zwróciłam na nią uwagę, ze względu na całkiem przyjemny skład, z behentrimonium chloride na samym początku. Zauważyłam jednak isopropyl palmitate, który tworzy warstwę okluzyjną, przez co nie nadaje się do nakładania na skalp i również do mycia włosów.


Jednak jako codzienna odżywka, spełnia swoje zadanie, dostępna w DM-ach za 0,95 euro za butelkę!


      Będąc na zakupach w REWE (tani market w Niemczech) wypatrzyłam to cudeńko. Za 0,65euro dostajemy butelkę odżywki z kreatyną i jedwabiem. Muszę powiedzieć, iż nie spodziewałam się tak dobrego składu w firmowym produkcie!


Kreatyna na trzecim miejscu! Niestety moje włosy są po niej bardzo napuszone. Jednak używam jej teraz na końcówki jako odżywkę b/s i w tej roli sprawuje się świetnie!


      Natomiast ten produkt z REWE mnie urzekł! Jest to maska do włosów suchych z pantenolem. Patrząc na skład powiedziałabym, iż jest to przeciętniak, jeśli chodzi o maski.


Ale moje włosy ją pokochały! Są po niej gładkie, błyszczące i bardzo delikatne w dotyku. Wydaje mi się, że jest to zasługa silikonów w składzie, ale narzekać nie będę, bo są to silikony zmywalne delikatnymi detergentami.

      No i głośno zapowiedziany, mój pierwszy suchy szampon! Balea suchy szampon do każdego rodzaju włosów świeżość + objętość.


      Nie mam doświadczenia z takimi produktami, więc praktycznie nie mogę powiedzieć jak wypada na tle innych, jednak spełnia obietnice dotyczące świeżości i objętości. Doskonale unosi włosy u nasady, utrzymując je w tej pozycji przez cały dzień. Jednak strasznie trudno go wyczesać, czy ze wszystkimi suchymi szamponami jest taki problem?


Uff! Ale długaśny post!
A wy czym zastąpiłyście Isane z olejkiem babassu? Jakie macie doświadczenia z suchymi szamponami? Koniecznie napiszcie w komentarzach!

Pozdrawiam,
Blond and wavy.