Cześć dziewczyny!
Dawno mnie tu nie było! Nie będę usprawiedliwiać się brakiem czasu, ponieważ to nie był główny powód, dla którego zawiesiłam na krótką chwilę pisanie. Nie miałam po prostu weny i stwierdziłam, że nie ma co pisać na siłę. Teraz kiedy nagle mnie natchnęło i w głowie mam natłok tematów na nowe notki, to mam sesje! Takie moje szczęście. Z tego powodu przygotowałam parę krótkich notek o kilku nowościach, które pojawiły się u mnie w minionym czasie. Zaczynamy od kosmetyków do twarzy!
Vichy Capital Solei SPF 30 matujący krem do skóry wrażliwej, mieszanej i tłustej. Jak co roku w okresie letnim zabezpieczam się przed słońcem. W tym roku postanowiłam zainwestować w bardzo zachwalany filtr do twarzy do Vichy. Używam go już od około dwóch tygodni i sprawuje się świetnie! Nie bieli, nie zapycha i nie błyszczę się po nim nawet po 5 godzinach od aplikacji (to mój osobisty rekord). Niestety nie wiem dokładnie jak z tą ochroną, ponieważ nie miałam jeszcze okazji się opalać, ale na pewno dam znać!
Receptury Babuszki Agafii serum do twarzy przedłużenie młodości do 35 lat zamówiłam ze względu na mnóstwo pozytywnych opinii, mnie jednak aż tak nie zachwyciło. Serum ma postać białego płynu, nie jest ani za rzadkie, ani za gęste, łatwo rozprowadza się po twarzy. Używam go regularnie na noc już prawie miesiąc i nie zauważyłam obiecywanych efektów. Cera nie jest promienista ani bardziej odżywiona. Jedynie delikatnie wzmacniała efekt nawilżenia w połączeniu z kremem. Do tego teraz doszły problemy z jego wydobywaniem, ponieważ pipeta nie sięga do samego dołu. Nie mogę się doczekać, kiedy się skończy.
Garnier płyn micelarny 3w1 zastępuje mi mój ulubiony płyn z Biedronki i muszę się przyznać, że nie widzę między nimi żadnej różnicy! A ponieważ do Biedronki mi nie po drodze, to pewnie przerzucę się na ten z Gariera. Robi wszystko, co producent obiecuje na opakowaniu, czyli usuwa makijaż, oczyszcza i koi.
Organique peeling enzymatyczny z ziołami to odkrycie ostatnich miesięcy! Jest fenomenalny! W prawdzie nie mam zbyt dużego doświadczenia z peelingami takiego typu (próbowałam jedynie dwóch), ale wątpię, że istnieje coś lepszego! Moja cera dawno nie była tak dokładnie oczyszczona (nawet kiedy jeszcze używałam peelingów mechanicznych), a pory tak zwężone! Tak go lubię, że szykuję dla niego oddzielny post.
Fajnie, że ze mną ciągle jesteście, nawet, kiedy nie piszę regularnie. Bardzo Wam za to dziękuję! Ja wracam do książek, bo egzaminy już za dwa tygodnie. A jak tam u Was sesja? Już wszystko pozaliczane? Jeżeli jeszcze nie, to trzymam za Was kciuki!
Znacie produkty, o których dzisiaj pisałam? Miałyście okazję ich używać? Jestem ciekawa Waszych opinii!
Pozdrawiam,
Asia.
poniedziałek, 7 lipca 2014
piątek, 25 kwietnia 2014
4 miesiące bez farbowania włosów i co dalej? John Frieda Go Blonder spray rozjaśniający włosy.
Cześć dziewczyny!
Nie pisałam o tym jeszcze na blogu, ale pod koniec grudnia postanowiłam przestać farbować włosy. Powodów było kilka, denerwowało mnie, że co miesiąc muszę użerać się z odrostami i końcówki po każdym farbowaniu (mimo, że farbę trzymam tylko na odrostach) i tak wyglądały jak siano. Do tego włosy przez pierwszych parę dni wypadały garściami. Powiedziałam więc, dość i oto efekty:
W sumie najgorzej fryzura wyglądała po około miesiącu. Wtedy kontrast pomiędzy odrostami, które miały około 1cm a resztą włosów był na prawdę widoczny pomimo, że jak widać, na zdjęciach mój naturalny kolor jest dość jasny.
Z pozytywów zauważyłam, że moje końcówki na prawdę odżyły, a stan włosów zdecydowanie się polepszył. Jednak nie jest to tak duża zmiana, na jaką liczyłam. Myślałam, że zaprzestanie farbowania w znacznym stopniu poprawi kondycję moich włosów, a nie delikatnie ją poprawi. Chociaż może to za krótki okres żeby już wydawać takie opinie?
Mimo wszystko, postanowiłam, iż nie chcę rezygnować z jasnego blondu. Poszperałam i znalazłam spray rozjaśniający włosy od John'a Frieda. Opinie na jego temat są mieszane, ale ja postanowiłam dać mu szanse. Producent pisze, iż należy używać go na czyste, wilgotne włosy, nie spłukiwać i pozostawić do wyschnięcia. Tak też mam zamiar go stosować.
Efektami po około 10 użyciach na pewno pochwalę się na blogu. Jestem ciekawa, czy będzie równie wyniszczający jak farba. A Wy używałyście już tego sprayu rozjaśniającego? A może macie jakieś inne sposoby na delikatne rozjaśnienie odrostów?
Pozdrawiam,
Asia.
Nie pisałam o tym jeszcze na blogu, ale pod koniec grudnia postanowiłam przestać farbować włosy. Powodów było kilka, denerwowało mnie, że co miesiąc muszę użerać się z odrostami i końcówki po każdym farbowaniu (mimo, że farbę trzymam tylko na odrostach) i tak wyglądały jak siano. Do tego włosy przez pierwszych parę dni wypadały garściami. Powiedziałam więc, dość i oto efekty:
W sumie najgorzej fryzura wyglądała po około miesiącu. Wtedy kontrast pomiędzy odrostami, które miały około 1cm a resztą włosów był na prawdę widoczny pomimo, że jak widać, na zdjęciach mój naturalny kolor jest dość jasny.
A jakie zmiany zauważyłam poza tymi wizualnymi? Po pierwsze włosy przetłuszczają się trochę szybciej i co gorsza, szybciej wyglądają na nieświeże (odrost jest zdrowy i błyszczący, a błysk +ciemniejszy kolor wygląda jakbym nie myła głowy od tygodnia), do tego fryzura szybciej staje się przyklapnięta i traci na objętości. Kiedyś delikatnym szamponem myłam włosy raz na dwa/trzy tygodnie (na co dzień mycie odżywką), teraz muszę to robić co tydzień inaczej włosy nie domywają się.
Z pozytywów zauważyłam, że moje końcówki na prawdę odżyły, a stan włosów zdecydowanie się polepszył. Jednak nie jest to tak duża zmiana, na jaką liczyłam. Myślałam, że zaprzestanie farbowania w znacznym stopniu poprawi kondycję moich włosów, a nie delikatnie ją poprawi. Chociaż może to za krótki okres żeby już wydawać takie opinie?
Mimo wszystko, postanowiłam, iż nie chcę rezygnować z jasnego blondu. Poszperałam i znalazłam spray rozjaśniający włosy od John'a Frieda. Opinie na jego temat są mieszane, ale ja postanowiłam dać mu szanse. Producent pisze, iż należy używać go na czyste, wilgotne włosy, nie spłukiwać i pozostawić do wyschnięcia. Tak też mam zamiar go stosować.
Efektami po około 10 użyciach na pewno pochwalę się na blogu. Jestem ciekawa, czy będzie równie wyniszczający jak farba. A Wy używałyście już tego sprayu rozjaśniającego? A może macie jakieś inne sposoby na delikatne rozjaśnienie odrostów?
Pozdrawiam,
Asia.
piątek, 18 kwietnia 2014
Kwietniowa WISHLISTA 2014.
Cześć dziewczyny!
Tak jak można wywnioskować z tytułu, dzisiaj będzie o paru drobiazgach, które mi się marzą. Tak na prawdę, chcę bardzo wielu rzeczy, więc żeby się jakoś w tym wszystkim ogarnąć, postanowiłam zrobić listę, tych rzeczy, które chodzą za mną już bardzo długo. Mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się zrealizować chociaż kilka tych "chciejstw".
1. ESSIE Fashion Playground to lakier z nowej kolekcji na wiosnę 2014 opisywany jako pistacjowy z delikatnych shimmerem. Myślałam, że mój apetyt na taki pastelowy odcień zostanie zaspokojony dzięki find me an oasis z kolekcji resort 2014, którego pokazywałam TUTAJ. On okazał się jednak totalną klapą, dlatego szukam dalej.
2. Szczotkę do szczotkowana ciała na sucho chcę już od baaardzo dawna, jednak ciągle nie mogę zdecydować się na jej zakup. Zbliża się lato i powoli zaczynam zabiegi przygotowujące moje ciało na plażę, więc wydaje mi się, że teraz będzie idealna okazja na jej zakup i zaczęcie szczotkowania (na zdjęciu szczotka z TBS).
3. Korektor rozświetlający L'Oreal Lumi Magique czaję się na niego, odkąd produkty z tej serii pojawiły się na rynku. Jeszcze nie znalazłam na jego temat negatywnych opinii, na wszystkich blogach, które czytam pojawiło się natomiast mnóstwo pozytywów. Jestem również ciekawa, czy/jak sprawdzi się jako rozświetlacz.
4. Bronzer Honey Bronze z TBS kolejny produkt, który zgarnia praktycznie same pozytywne opinie. Matowy bronzer z kolekcji limitowanej, który okazał się takim hitem, że TBS postanowiło wprowadzić go do swojego asortymentu na stałe, to mówi samo za siebie. Na lato koniecznie musi być mój!
5. Mała, ale pojemna torebka z długim paskiem, którą mogę przełożyć przez ramię. Ta na zdjęciu jest z MANGO, ale czegoś jej brakuje i dlatego jeszcze nie jest moja. W sumie sama nie jestem pewna, jak dokładnie miałaby wyglądać, ciągle szukam.
6. Zwykłe białe Conversy już mi się znudziły, dlatego w tym roku chcę wypróbować coś innego. Waham się pomiędzy Air Maxami a New Balancami. Jak na razie najbardziej podoba mi się model na powyższej liście, ale może w międzyczasie znajdę coś lepszego. Jedno jest pewne, chcę śmigać w fajnych trampkach!
Jest to moja pierwsza wishlista i jeszcze nie jestem do końca pewna, czy się u mnie sprawdzi i powstrzyma mnie przed nieprzemyślanymi zakupami. A Wy jaki macie na to sposób? Robicie sobie takie listy?
Pozdrawiam,
Asia.
PS. Wszystkie zdjęcia na powyższym zdjęciu nie są moje i zostały znalezione na google.com
niedziela, 6 kwietnia 2014
Włosowe inspiracje(8).
Cześć dziewczyny!
Już od dawna nie wstawiałam tu żadnych inspirujących obrazków, czas to zmienić! Oto kilka motywacji:
PS. Żadne ze zdjęć nie należy do mnie, wszystkie zostały znalezione na stronie tumbrl.com
Już od dawna nie wstawiałam tu żadnych inspirujących obrazków, czas to zmienić! Oto kilka motywacji:
Mam nadzieję, że uda mi się wytrzymać do tego czasu aż moje włosy będą sięgały za połowę pleców! A jakie są wasze inspirację? Jakie macie plany dotyczące długości Waszych włosów?
Miłego niedzielnego popołudnia! Pozdrawiam,
Asia.
PS. Żadne ze zdjęć nie należy do mnie, wszystkie zostały znalezione na stronie tumbrl.com
piątek, 28 marca 2014
New in - pędzle ZOEVA Luxe Prime Set.
Cześć dziewczyny!
W końcu są moje! Nawet nie wiecie jak długo zastanawiałam się nad ich zamówieniem, aż w końcu nadarzyła się odpowiednia okazja i dostałam je jako jeden z prezentów urodzinowych. W sumie nie miałam dokładnych typów, co do pędzelków, więc wybór padł na dość pokaźny zestaw z kosmetyczką o nazwie Luxe Prime Set.
Daleko mi do profesjonalistki jeśli chodzi o makijaż, szczerze mówiąc, jestem zdecydowanym początkującym, dlatego wydaje mi się, że ten zestaw będzie dla mnie idealny. W jego skład wchodzą 4 pędzle do twarzy:
Od góry:
-317 Wing Liner, do malowania kresek,
-234 Smoky Shader, języczek do nakładania cieni i rozcierania,
-231 Petit Crease, do precyzyjnego rozcierania w załamaniu powiek,
-227 Soft Definer, do rozcierania,
-224 Luxe Defined Crease, do rozcierania i wykańczania,
-221 Luxe Soft Crease do perfekcyjnego rozcierania.
Pędzelki przychodzą do nas z czarną kosmetyczką o różowym wmnątrzu, która jest wykonana bardzo solidnie. Jest też bardzo pojemna (24cm x 18cm). Spokojnie mieszczą się w niej wszystkie pędzle + kosmetyki, których używam do makijażu na co dzień. Już jestem w niej zakochana, nie wymienię jej na żadną inną!
Cały zestaw kosztuje 75euro i jest dostępny na stronie zoeva-shop.de KLIK. Przesyłka doszła do Polski ekspresowo, po 3 dniach była już u mnie. Wszystko dokładnie zabezpieczone, by nic się w podróży nie zniszczyło i do tego jeszcze pięknie opakowane w czarny papier. Z tego co czytałam na innych blogach, to wszystkie zamówienie dochodzą równie szybko i bezpiecznie, więc myślę, że spokojnie mogę polecić ich stronę.
Dopiero zaczęłam używać tego zestawu, więc jeszcze mało mogę o nim powiedzieć poza tym, że są bardzo miękkie i przy pierwszym praniu wszystko było dobrze. Pomiziam się nimi nimi jeszcze trochę i jak wyrobię sobie o nich jakąś opinię, to na pewno Wam napiszę. A Wy słyszeliście już o pędzlach ZOEVA?
Pozdrawiam,
Asia.
W końcu są moje! Nawet nie wiecie jak długo zastanawiałam się nad ich zamówieniem, aż w końcu nadarzyła się odpowiednia okazja i dostałam je jako jeden z prezentów urodzinowych. W sumie nie miałam dokładnych typów, co do pędzelków, więc wybór padł na dość pokaźny zestaw z kosmetyczką o nazwie Luxe Prime Set.
Daleko mi do profesjonalistki jeśli chodzi o makijaż, szczerze mówiąc, jestem zdecydowanym początkującym, dlatego wydaje mi się, że ten zestaw będzie dla mnie idealny. W jego skład wchodzą 4 pędzle do twarzy:
Od góry:
-101 Luxe Face Definer, do konturowania i pudru,
-102 Silk Finish, do podkładu,
-127 Luxe Sheer Cheek, do różu,
-142 Concealer Buffer, do korektora.
Plus 6 pędzli do makijażu oczu:
-317 Wing Liner, do malowania kresek,
-234 Smoky Shader, języczek do nakładania cieni i rozcierania,
-231 Petit Crease, do precyzyjnego rozcierania w załamaniu powiek,
-227 Soft Definer, do rozcierania,
-224 Luxe Defined Crease, do rozcierania i wykańczania,
-221 Luxe Soft Crease do perfekcyjnego rozcierania.
Pędzelki przychodzą do nas z czarną kosmetyczką o różowym wmnątrzu, która jest wykonana bardzo solidnie. Jest też bardzo pojemna (24cm x 18cm). Spokojnie mieszczą się w niej wszystkie pędzle + kosmetyki, których używam do makijażu na co dzień. Już jestem w niej zakochana, nie wymienię jej na żadną inną!
Cały zestaw kosztuje 75euro i jest dostępny na stronie zoeva-shop.de KLIK. Przesyłka doszła do Polski ekspresowo, po 3 dniach była już u mnie. Wszystko dokładnie zabezpieczone, by nic się w podróży nie zniszczyło i do tego jeszcze pięknie opakowane w czarny papier. Z tego co czytałam na innych blogach, to wszystkie zamówienie dochodzą równie szybko i bezpiecznie, więc myślę, że spokojnie mogę polecić ich stronę.
Dopiero zaczęłam używać tego zestawu, więc jeszcze mało mogę o nim powiedzieć poza tym, że są bardzo miękkie i przy pierwszym praniu wszystko było dobrze. Pomiziam się nimi nimi jeszcze trochę i jak wyrobię sobie o nich jakąś opinię, to na pewno Wam napiszę. A Wy słyszeliście już o pędzlach ZOEVA?
Pozdrawiam,
Asia.
wtorek, 25 marca 2014
Lakier na wtorek #5: essie Find Me an Oasis z kostki z wiosennej kolekcji Resort 2014.
Cześć dziewczyny!
Na wiosnę 2014 essie przygotowało dla nas wyjątkowo fajne zestawienie kolorów. W tej edycji limitowanej pojawiły się tylko 4 nowe lakiery, więc mogłam zamówić tylko kostkę z miniaturami, żeby mieć je wszystkie!
Pierwszy z lewej to pastelowa brzoskwinka o kremowym wykończeniu i nazwie resort fling. Na żywo ma w sobie nutkę z neonowej pomarańczy. Myślę, że to będzie bardzo fajny kolor na plażę do opalonej skóry.
Następny w kolejce to nudziak z brokatem o nazwie coctails & coconuts. W mojej kolekcji dawno nie pojawił się lakier o odcieniu nude, a ten jest po prostu uroczy! I do tego jeszcze ten brokat!
Trzeci z kolei to under the twilight, ciemny granat o kremowym wykończeniu. Z całej czwórki on podoba mi się najmniej, ale zobaczymy, może pokaże swój urok po nałożeniu na paznokcie.
Ostatni w kolekcji jest find me an oasis, czyli kremowa biel z nutką błękitu i szarości. To zdecydowanie mój faworyt tej kolekcji! Uwielbiam biały kolor na moich dłoniach, ale ten trochę mi się już znudził, więc find me an oasis pojawił się u mnie w samą porę!
Niestety formuła lakieru okazała się daleka od ideału. Byłam tym bardzo zaskoczona, ponieważ jest to mój pierwszy essie, któremu mam coś do zarzucenia. Lakier ma rzadką konsystencję, a do tego musiałam nakładać bardzo uważnie, ponieważ ma tendencję do tworzenia smug. Co gorsza, do pełnego krycia potrzebowałam aż 3 grubych warstw!
Na szczęście czas wysychania jest w normie. Po aplikacji wydawało mi się, że najgorsze już za mną i teraz pozostało mi jedynie napawać się widokiem moich dłoni. Szczęście jednak nie trwało długo i już na drugi dzień lakier zaczął odpryskiwać!
Ze zmywaniem nie było już żadnych problemów. Pomimo tylko wad, jestem pewna, że find me an oasis będzie gościł na moich paznokciach nie raz, ponieważ jak tu nie kochać takiego koloru?! Jestem w nim zakochana po uszy i coś czuję, że to będzie jeden z moich ulubionych lakierów na lato.
A Wam jak widzi się ten kolor? Miałyście już problematyczne egzemplarze od essie? Który lakier z przedstawionej czwórki jest Waszym faworytem? Jestem ciekawa Waszego zdania!
Pozdrawiam,
Asia.
Na wiosnę 2014 essie przygotowało dla nas wyjątkowo fajne zestawienie kolorów. W tej edycji limitowanej pojawiły się tylko 4 nowe lakiery, więc mogłam zamówić tylko kostkę z miniaturami, żeby mieć je wszystkie!
Kostkę zakupiłam na stronie MAANI.pl, przesyłka doszła ekspresowo, zawartość nie uszkodzona i do tego jeszcze dostałam tasiemkę do zdobienia paznokci gratis. Myślę, że to na pewno nie moje ostatnie zamówienie z tej strony! Już zbieram pieniądze na kilka lakierów z ZOYA. Jednak wracając do tematu, w kostce znalazłam 3 pastelowe odcienie (w tym jeden z delikatnym glitterem) i ciemny kremowy granat.
Pierwszy z lewej to pastelowa brzoskwinka o kremowym wykończeniu i nazwie resort fling. Na żywo ma w sobie nutkę z neonowej pomarańczy. Myślę, że to będzie bardzo fajny kolor na plażę do opalonej skóry.
Następny w kolejce to nudziak z brokatem o nazwie coctails & coconuts. W mojej kolekcji dawno nie pojawił się lakier o odcieniu nude, a ten jest po prostu uroczy! I do tego jeszcze ten brokat!
Trzeci z kolei to under the twilight, ciemny granat o kremowym wykończeniu. Z całej czwórki on podoba mi się najmniej, ale zobaczymy, może pokaże swój urok po nałożeniu na paznokcie.
Ostatni w kolekcji jest find me an oasis, czyli kremowa biel z nutką błękitu i szarości. To zdecydowanie mój faworyt tej kolekcji! Uwielbiam biały kolor na moich dłoniach, ale ten trochę mi się już znudził, więc find me an oasis pojawił się u mnie w samą porę!
Niestety formuła lakieru okazała się daleka od ideału. Byłam tym bardzo zaskoczona, ponieważ jest to mój pierwszy essie, któremu mam coś do zarzucenia. Lakier ma rzadką konsystencję, a do tego musiałam nakładać bardzo uważnie, ponieważ ma tendencję do tworzenia smug. Co gorsza, do pełnego krycia potrzebowałam aż 3 grubych warstw!
Na szczęście czas wysychania jest w normie. Po aplikacji wydawało mi się, że najgorsze już za mną i teraz pozostało mi jedynie napawać się widokiem moich dłoni. Szczęście jednak nie trwało długo i już na drugi dzień lakier zaczął odpryskiwać!
Ze zmywaniem nie było już żadnych problemów. Pomimo tylko wad, jestem pewna, że find me an oasis będzie gościł na moich paznokciach nie raz, ponieważ jak tu nie kochać takiego koloru?! Jestem w nim zakochana po uszy i coś czuję, że to będzie jeden z moich ulubionych lakierów na lato.
A Wam jak widzi się ten kolor? Miałyście już problematyczne egzemplarze od essie? Który lakier z przedstawionej czwórki jest Waszym faworytem? Jestem ciekawa Waszego zdania!
Pozdrawiam,
Asia.
piątek, 21 marca 2014
Mieszane odczucia po miesiącu z kuracją przeciw wypadaniu włosów RADICAL.
Cześć dziewczyny!
Wróciłam! Tęskniłyście? Tak jak obiecałam, dzisiaj napiszę o moich wrażeniach po ukończeniu kuracji przeciw wypadaniu włosów Radical. Ampułki wcierałam sumiennie po każdym myciu, czyli co dwa dni. Niestety mam mieszane uczucia, jesteście ciekawe dlaczego? Zapraszam do lektury!
Wcierka zapakowana jest w małe, szklane ampułki z plastikową zatyczką, którą trzeba oderwać przed użyciem. W opakowaniu znajdziemy także plastikowy lejek, który nakładamy na ampułkę, by ułatwić aplikację produktu. Cała procedura otwierania i aplikowania przebiega bezproblemowo. Na początku miałam obawy przed tym, iż ampułki są szklane i mogą się rozbić i zrobić mi krzywdę, ale nic takiego się nie stało, nawet jak kilka razy zdarzyło mi się ją upuścić na kafelki. Jedynie do czego mogę się przyczepić, to problem z wydobyciem końcówki wcierki z ampułki. Lejek jest dość wąski i pod koniec musiałam go odrywać i wylewać płyn prosto ze słoiczka.
Jak już pisałam na początku, mam mieszane uczucia jeśli chodzi o ten produkt. Wcierki innych firm, które używałam w przeszłości, prawie zawsze gwarantowały mi zagęszczeniu włosów, zatrzymaniu ich wypadania i przedłużenia uczucia świeżości. Nigdy niestety żaden specyfik nie przysporzył mi wysypu baby hair. W przypadku RADICALa było dokładnie na odwrót. Włosy nie przestały wypadać, nie zagęściły się, ani nie pozostają świeże na dłużej, ale na mojej głowie wyrosło MNÓSTWO (!) baby hair. Teraz masując skalp czuję taką szczecinkę, jakby ktoś ogolił mi włosy maszynką. Już się boję, co to będzie jak one podrosną!
Nie jestem zawiedziona, jednak liczyłam na inny efekt. Myślę, że ta wcierka będzie idealna dla dziewczyn, które chcą zagęścić swoje włosy. Ja natomiast wracam do mojego ulubieńca, czyli kuracji wzmacniającej Rzepa z Joanny. A wy stosowałyście już ampułki RADICALA? Jaka jest Wasza opinia?
Pozdrawiam,
Asia.
Wróciłam! Tęskniłyście? Tak jak obiecałam, dzisiaj napiszę o moich wrażeniach po ukończeniu kuracji przeciw wypadaniu włosów Radical. Ampułki wcierałam sumiennie po każdym myciu, czyli co dwa dni. Niestety mam mieszane uczucia, jesteście ciekawe dlaczego? Zapraszam do lektury!
Wcierka zapakowana jest w małe, szklane ampułki z plastikową zatyczką, którą trzeba oderwać przed użyciem. W opakowaniu znajdziemy także plastikowy lejek, który nakładamy na ampułkę, by ułatwić aplikację produktu. Cała procedura otwierania i aplikowania przebiega bezproblemowo. Na początku miałam obawy przed tym, iż ampułki są szklane i mogą się rozbić i zrobić mi krzywdę, ale nic takiego się nie stało, nawet jak kilka razy zdarzyło mi się ją upuścić na kafelki. Jedynie do czego mogę się przyczepić, to problem z wydobyciem końcówki wcierki z ampułki. Lejek jest dość wąski i pod koniec musiałam go odrywać i wylewać płyn prosto ze słoiczka.
Jak już pisałam na początku, mam mieszane uczucia jeśli chodzi o ten produkt. Wcierki innych firm, które używałam w przeszłości, prawie zawsze gwarantowały mi zagęszczeniu włosów, zatrzymaniu ich wypadania i przedłużenia uczucia świeżości. Nigdy niestety żaden specyfik nie przysporzył mi wysypu baby hair. W przypadku RADICALa było dokładnie na odwrót. Włosy nie przestały wypadać, nie zagęściły się, ani nie pozostają świeże na dłużej, ale na mojej głowie wyrosło MNÓSTWO (!) baby hair. Teraz masując skalp czuję taką szczecinkę, jakby ktoś ogolił mi włosy maszynką. Już się boję, co to będzie jak one podrosną!
Nie jestem zawiedziona, jednak liczyłam na inny efekt. Myślę, że ta wcierka będzie idealna dla dziewczyn, które chcą zagęścić swoje włosy. Ja natomiast wracam do mojego ulubieńca, czyli kuracji wzmacniającej Rzepa z Joanny. A wy stosowałyście już ampułki RADICALA? Jaka jest Wasza opinia?
Pozdrawiam,
Asia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































