Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 listopada 2013

Wielki zawód, czyli krótko o Bayby Lips do Maybelline.

Cześć dziewczyny!

     Od niedawna w polskich drogeriach można dostać sławne balsamy do ust Bayby Lips. Na amerykańskich blogach i vlogach mówi się o nich w samych superlatywach, to nawet za mało, dziewczyny praktycznie piszą peany pochwalne na ich temat. Z tego powodu byłam bardzo podekscytowana pojawieniem się ich w Polsce, no i oczywiście moje oczekiwania były bardzo wysokie. Niestety bardzo się zawiodłam. Dlaczego? O tym niżej.


O produkcie od producenta:
     Ochronna, bogata formuła Baby Lips zapewnia nawilżenie ust przez 8 godzin i widocznie je odnawia. Baby Lips występuje w 6 odmianach: 3 z nich są transparentne i mają filtr SPF 20, a kolejne 3 dodatkowo pozostawiają na ustach subtelny kolor. Usta są widocznie zregenerowane, bardziej miękkie, nawilżone i lepiej wyglądają.

     Ja skusiłam się na jeden transparenty (INTENSE CARE) i jeden kolorowy (CHERRY ME). Liczyłam na porządne nawilżenie ust i subtelny kolor bez potrzeby użycia lusterka przy nakładaniu go na usta. Niestety nic z tych rzeczy.
     Zacznę może od bezbarwnego balsamu o obiecującej nazwie INTENSE CARE. Pomadka pachnie bardzo ładnie, słodko, trochę przypomina mi Tisane (niestety tylko zapachem). Jest bezbarwna i gładko sunie po ustach. Na tym pozytywy się kończą. Produkt znika z ust w błyskawicznym tempie, już po około 30min muszę aplikować ją znowu. Rozumiem, po jedzeniu, ale ona znika z ust nawet jak siedzę przed komputerem i z nikim nie rozmawiam. Nie mam pojęcia, skąd producent wymyślił 8 godzin?! Może nie byłabym taka zła, gdyby chociaż po zniknięciu balsamu z naszych ust, pozostawiał je miękkie i nawilżone. Usta pomimo stosowania produkty są w takim samym stanie w jakim były przed. Równie dobrze mogłabym go nie nakładać.
     CHERRY ME niczym nie różni się w działaniu od swojego bezbarwnego brata. Do tego przy jego aplikacji konieczne jest lusterko, inaczej możemy skończyć z ustami klauna i mnóstwem dziwnych spojrzeń w naszym kierunku. Jedyny plus to jego przepiękny, soczysty wiśniowy zapach.


     Niestety przy używaniu tych produktów przeżyłam wielki zawód, a moje usta ciągle są w bardzo złym stanie. A wy miałyście już na swoich ustach Baby Lips? Jakie są wasze wrażenia? Jestem bardzo ciekawa, czy tylko ja się na nich zawiodłam.

Pozdrawiam,
Asia. 

środa, 3 kwietnia 2013

Catrice Candy Shock peeling do ust.

Cześć dziewczyny!

     Ostatnio będąc na małych zakupach w DM-ie wpadałam na limitowaną kolekcję Catrice o nazwie Candy Shock, szczerze mówiąc, nie urzekła mnie. Była tak słodka, że aż wydawała się mdła, przeciętna. Jednak znalazłam tam jedną perełkę (o tym za chwilę). Do tego kupiłam jeszcze:


Balea balsam do ust z mocznikiem po pierwszych testach napisać muszę, że fenomenalny nie jest. Ma dziwnie kremowo-chemiczny zapach, ale nawilża delikatnie spierzchnięte usta, więc źle też nie jest. Za cenę w wysokości 2 euro jestem z niego zadowolona.

Alverde color&care 2in1 make-up 10 vanilla & cream jest to krem tonujący (?) i niestety nie mogę o nim napisać prawie nic dobrego poza tym, że całkiem dobrze radzi sobie z nawilżaniem i ma dość dobry skład + świetne opakowanie. A tak to strasznie się po nim błyszczę i do tego krycie ma fatalne. Testuję dalej, może znajdę więcej pozytywów.

Catrice Candy Shock w kolorze Sugar Shock jako, że jestem różomaniaczką + różoholiczką, nie mogłam przejść obok niego obojętnie! Jeszcze nie poddałam go testom.


I teraz główna atrakcja dzisiejszej notki! Catrice Candy Shock peeling do ust!


     Tym razem nie znajduje się on w słoiczku, tylko w pisaku, co uważam za bardzo poręczne i wygodne. Dzięki temu możemy wykonać peeleing dosłownie wszędzie! Wiele razy zdarzyło mi się mieć popękane usta w środku dnia, bez możliwości ich wygładzenia, co zazwyczaj kończyło się obgryzaniem wystających skórek i w ostateczności zakrwawionymi ustami. Teraz mam go zawsze przy sobie i nie muszę się już o to martwić!


     Po przekręceniu końcówki z puchatej poduszeczki wypływa biała, lepka maź, pełna mikroskopijnych drobinek o słodkim smaku. Jest to raczej delikatny ścierak i nie dorówna porządnemu cukrowo-miodowemu, ale w awaryjnych sytuacjach spisuje się idealnie! Usta są po nim gładkie i nawilżone, z chęcią zobaczyłabym go w stałej ofercie Catrice!



Przesyłam wam buziaczki z świeżo wypeelingowanych ust i koniecznie napiszcie w komentarzach, jak Wy radzicie sobie ze suchymi skórkami na ustach w ciągu dnia!

Pozdrawiam,
Blond and wavy.


piątek, 18 stycznia 2013

Zimowi ulubieńcy.

Cześć dziewczyny!

     Zima rozszalała się już na dobre, co oznacza, iż dłonie, usta i stopy marzną nam w najlepsze! Te ostatnie da się jeszcze jakoś ochronić nosząc zimowe buty + ciepłe skarpetki, jednak usta i dłonie od zawsze były moim problemem w okresie mrozów. Często zapominałam rękawiczek, pomadka ochronna ginęła w czeluściach torebki... Aż do tej zimy! Znalazłam produkty, które nie tylko umilają mi chwile swoim zapachem, ale także działaniem! A mowa o:


     Zacznijmy od zimowej edycji kremów ochronnych do rąk z essence. Oba (karmelowa gorąca czekolada i jabłko z cynamonem) pachną obłędnie! Aż chce się je zjeść! Zapakowane są w poręczne tubki, które nie zajmują dużo miejsca, więc spokojnie znajdziemy na nie miejsce w torebce.  Na samym początku w składzie znajdziemy olejek kokosowy i masło shea. Konsystencja jest idealna, nie za rzadka i nie za gęsta.

     Krem wchłania się z łatwością w kilka sekund i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy (co zazwyczaj bardzo mi przeszkadza w kremach do rąk). Nawilżenie jest bardzo dobre, jak na krem za taką cenę (1,20euro za butelkę). Chociaż dla dłoni wyjątkowo suchych i szorstkich może okazać się za słaby. Jedyną wadą tego produktu jest jego wydajność. Przy używaniu go codziennie, po każdym myciu rąk starczył mi na mniej niż miesiąc.












     Na balsam do ust Nivea Lip Butter wanilia i makadamia skusiłam się, ponieważ już od jakiegoś czasu wychwala go praktycznie każda blogerka. Oczywiście chciałam wypróbować na własnej skórze. I co mogę napisać? Że się zakochałam! Nie tylko ja (link do KWC).


     Przepięknie pachnie i wspaniale chroni i nawilża spierzchnięta usta. Jedynym mankamentem jest opakowanie. Jestem strasznie higieniczna, więc wszelkie słoiczki przyprawiają mnie o palpitacje serca, więc niestety używam tego masełka tylko i wyłącznie po wcześniejszym umyciu rąk i na noc. Jednak mimo tak nie częstej aplikacji stan moich ust wyraźnie się poprawił. Suche skórki w kącikach zniknęły na dobre, a w ciągu dnia nie muszę co chwile mazać się sztyftem. 
     I do tego dochodzi jeszcze bardzo przyzwoity skład:


Jednym słowem polecam!


Używałyście lub słyszałyście już o tych produktach? Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Macie swoich zimowych ulubieńców? Koniecznie napiszcie w komentarzach!

Pozdrawiam,
Blond and wavy.