piątek, 18 kwietnia 2014

Kwietniowa WISHLISTA 2014.

Cześć dziewczyny!

     Tak jak można wywnioskować z tytułu, dzisiaj będzie o paru drobiazgach, które mi się marzą. Tak na prawdę, chcę bardzo wielu rzeczy, więc żeby się jakoś w tym wszystkim ogarnąć, postanowiłam zrobić listę, tych rzeczy, które chodzą za mną już bardzo długo. Mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się zrealizować chociaż kilka tych "chciejstw".

     1. ESSIE Fashion Playground to lakier z nowej kolekcji na wiosnę 2014 opisywany jako pistacjowy z delikatnych shimmerem. Myślałam, że mój apetyt na taki pastelowy odcień zostanie zaspokojony dzięki find me an oasis z kolekcji resort 2014, którego pokazywałam TUTAJ. On okazał się jednak totalną klapą, dlatego szukam dalej. 
     2. Szczotkę do szczotkowana ciała na sucho chcę już od baaardzo dawna, jednak ciągle nie mogę zdecydować się na jej zakup. Zbliża się lato i powoli zaczynam zabiegi przygotowujące moje ciało na plażę, więc wydaje mi się, że teraz będzie idealna okazja na jej zakup i zaczęcie szczotkowania (na zdjęciu szczotka z TBS).
     3. Korektor rozświetlający L'Oreal Lumi Magique czaję się na niego, odkąd produkty z tej serii pojawiły się na rynku. Jeszcze nie znalazłam na jego temat negatywnych opinii, na wszystkich blogach, które czytam pojawiło się natomiast mnóstwo pozytywów. Jestem również ciekawa, czy/jak sprawdzi się jako rozświetlacz.
     4. Bronzer Honey Bronze z TBS kolejny produkt, który zgarnia praktycznie same pozytywne opinie. Matowy bronzer z kolekcji limitowanej, który okazał się takim hitem, że TBS postanowiło wprowadzić go do swojego asortymentu na stałe, to mówi samo za siebie. Na lato koniecznie musi być mój!
     5. Mała, ale pojemna torebka z długim paskiem, którą mogę przełożyć przez ramię. Ta na zdjęciu jest z MANGO, ale czegoś jej brakuje i dlatego jeszcze nie jest moja. W sumie sama nie jestem pewna, jak dokładnie miałaby wyglądać, ciągle szukam.
     6. Zwykłe białe Conversy już mi się znudziły, dlatego w tym roku chcę wypróbować coś innego. Waham się pomiędzy Air Maxami a New Balancami. Jak na razie najbardziej podoba mi się model na powyższej liście, ale może w międzyczasie znajdę coś lepszego. Jedno jest pewne, chcę śmigać w fajnych trampkach!


     Jest to moja pierwsza wishlista i jeszcze nie jestem do końca pewna, czy się u mnie sprawdzi i powstrzyma mnie przed nieprzemyślanymi zakupami. A Wy jaki macie na to sposób? Robicie sobie takie listy?

Pozdrawiam,
Asia.

PS. Wszystkie zdjęcia na powyższym zdjęciu nie są moje i zostały znalezione na google.com

niedziela, 6 kwietnia 2014

Włosowe inspiracje(8).

Cześć dziewczyny!

     Już od dawna nie wstawiałam tu żadnych inspirujących obrazków, czas to zmienić! Oto kilka motywacji:








     Mam nadzieję, że uda mi się wytrzymać do tego czasu aż moje włosy będą sięgały za połowę pleców! A jakie są wasze inspirację? Jakie macie plany dotyczące długości Waszych włosów?
 
Miłego niedzielnego popołudnia! Pozdrawiam,
Asia.

PS. Żadne ze zdjęć nie należy do mnie, wszystkie zostały znalezione na stronie tumbrl.com

piątek, 28 marca 2014

New in - pędzle ZOEVA Luxe Prime Set.

Cześć dziewczyny!

     W końcu są moje! Nawet nie wiecie jak długo zastanawiałam się nad ich zamówieniem, aż w końcu nadarzyła się odpowiednia okazja i dostałam je jako jeden z prezentów urodzinowych. W sumie nie miałam dokładnych typów, co do pędzelków, więc wybór padł na dość pokaźny zestaw z kosmetyczką o nazwie Luxe Prime Set.


     Daleko mi do profesjonalistki jeśli chodzi o makijaż, szczerze mówiąc, jestem zdecydowanym początkującym, dlatego wydaje mi się, że ten zestaw będzie dla mnie idealny. W jego skład wchodzą 4 pędzle do twarzy:


Od góry:
-101 Luxe Face Definer, do konturowania i pudru,
-102 Silk Finish, do podkładu,
-127 Luxe Sheer Cheek, do różu,
-142 Concealer Buffer, do korektora.

Plus 6 pędzli do makijażu oczu:


Od góry:
-317 Wing Liner, do malowania kresek,
-234 Smoky Shader, języczek do nakładania cieni i rozcierania,
-231 Petit Crease, do precyzyjnego rozcierania w załamaniu powiek,
-227 Soft Definer, do rozcierania,
-224 Luxe Defined Crease, do rozcierania i wykańczania,
-221 Luxe Soft Crease do perfekcyjnego rozcierania.

     Pędzelki przychodzą do nas z czarną kosmetyczką o różowym wmnątrzu, która jest wykonana bardzo solidnie. Jest też bardzo pojemna (24cm x 18cm). Spokojnie mieszczą się w niej wszystkie pędzle + kosmetyki, których używam do makijażu na co dzień. Już jestem w niej zakochana, nie wymienię jej na żadną inną!


     Cały zestaw kosztuje 75euro i jest dostępny na stronie zoeva-shop.de KLIK. Przesyłka doszła do Polski ekspresowo, po 3 dniach była już u mnie. Wszystko dokładnie zabezpieczone, by nic się w podróży nie zniszczyło i do tego jeszcze pięknie opakowane w czarny papier. Z tego co czytałam na innych blogach, to wszystkie zamówienie dochodzą równie szybko i bezpiecznie, więc myślę, że spokojnie mogę polecić ich stronę.


     Dopiero zaczęłam używać tego zestawu, więc jeszcze mało mogę o nim powiedzieć poza tym, że są bardzo miękkie i przy pierwszym praniu wszystko było dobrze. Pomiziam się nimi nimi jeszcze trochę i jak wyrobię sobie o nich jakąś opinię, to na pewno Wam napiszę. A Wy słyszeliście już o pędzlach ZOEVA?

Pozdrawiam,
Asia.

wtorek, 25 marca 2014

Lakier na wtorek #5: essie Find Me an Oasis z kostki z wiosennej kolekcji Resort 2014.

Cześć dziewczyny!

     Na wiosnę 2014 essie przygotowało dla nas wyjątkowo fajne zestawienie kolorów. W tej edycji limitowanej pojawiły się tylko 4 nowe lakiery, więc mogłam zamówić tylko kostkę z miniaturami, żeby mieć je wszystkie!


     Kostkę zakupiłam na stronie MAANI.pl, przesyłka doszła ekspresowo, zawartość nie uszkodzona  i do tego jeszcze dostałam tasiemkę do zdobienia paznokci gratis. Myślę, że to na pewno nie moje ostatnie zamówienie z tej strony! Już zbieram pieniądze na kilka lakierów z ZOYA. Jednak wracając do tematu, w kostce znalazłam 3 pastelowe odcienie (w tym jeden z delikatnym glitterem) i ciemny kremowy granat.





     Pierwszy z lewej to pastelowa brzoskwinka o kremowym wykończeniu i nazwie resort fling. Na żywo ma w sobie nutkę z neonowej pomarańczy. Myślę, że to będzie bardzo fajny kolor na plażę do opalonej skóry.













     Następny w kolejce to nudziak z brokatem o nazwie coctails & coconuts. W mojej kolekcji dawno nie pojawił się lakier o odcieniu nude, a ten jest po prostu uroczy! I do tego jeszcze ten brokat!















     Trzeci z kolei to under the twilight, ciemny granat o kremowym wykończeniu. Z całej czwórki on podoba mi się najmniej, ale zobaczymy, może pokaże swój urok po nałożeniu na paznokcie.









   


Ostatni w kolekcji jest find me an oasis, czyli kremowa biel z nutką błękitu i szarości. To zdecydowanie mój faworyt tej kolekcji! Uwielbiam biały kolor na moich dłoniach, ale ten trochę mi się już znudził, więc find me an oasis pojawił się u mnie w samą porę!


     Niestety formuła lakieru okazała się daleka od ideału. Byłam tym bardzo zaskoczona, ponieważ jest to mój pierwszy essie, któremu mam coś do zarzucenia. Lakier ma rzadką konsystencję, a do tego musiałam nakładać bardzo uważnie, ponieważ ma tendencję do tworzenia smug. Co gorsza, do pełnego krycia potrzebowałam aż 3 grubych warstw!


     Na szczęście czas wysychania jest w normie. Po aplikacji wydawało mi się, że najgorsze już za mną i teraz pozostało mi jedynie napawać się widokiem moich dłoni. Szczęście jednak nie trwało długo i już na drugi dzień lakier zaczął odpryskiwać!


     Ze zmywaniem nie było już żadnych problemów. Pomimo tylko wad, jestem pewna, że find me an oasis będzie gościł na moich paznokciach nie raz, ponieważ jak tu nie kochać takiego koloru?! Jestem w nim zakochana po uszy i coś czuję, że to będzie jeden z moich ulubionych lakierów na lato.





     A Wam jak widzi się ten kolor? Miałyście już problematyczne egzemplarze od essie? Który lakier z przedstawionej czwórki jest Waszym faworytem? Jestem ciekawa Waszego zdania! 

Pozdrawiam,
Asia.

piątek, 21 marca 2014

Mieszane odczucia po miesiącu z kuracją przeciw wypadaniu włosów RADICAL.

Cześć dziewczyny!

      Wróciłam! Tęskniłyście? Tak jak obiecałam, dzisiaj napiszę o moich wrażeniach po ukończeniu kuracji przeciw wypadaniu włosów Radical. Ampułki wcierałam sumiennie po każdym myciu, czyli co dwa dni. Niestety mam mieszane uczucia, jesteście ciekawe dlaczego? Zapraszam do lektury!



     Wcierka zapakowana jest w małe, szklane ampułki z plastikową zatyczką, którą trzeba oderwać przed użyciem. W opakowaniu znajdziemy także plastikowy lejek, który nakładamy na ampułkę, by ułatwić aplikację produktu. Cała procedura otwierania i aplikowania przebiega bezproblemowo. Na początku miałam obawy przed tym, iż ampułki są szklane i mogą się rozbić i zrobić mi krzywdę, ale nic takiego się nie stało, nawet jak kilka razy zdarzyło mi się ją upuścić na kafelki. Jedynie do czego mogę się przyczepić, to problem z wydobyciem końcówki wcierki z ampułki. Lejek jest dość wąski i pod koniec musiałam go odrywać i wylewać płyn prosto ze słoiczka.


     Jak już pisałam na początku, mam mieszane uczucia jeśli chodzi o ten produkt. Wcierki innych firm, które używałam w przeszłości, prawie zawsze gwarantowały mi zagęszczeniu włosów, zatrzymaniu ich wypadania i przedłużenia uczucia świeżości. Nigdy niestety żaden specyfik nie przysporzył mi wysypu baby hair. W przypadku RADICALa było dokładnie na odwrót. Włosy nie przestały wypadać, nie zagęściły się, ani nie pozostają świeże na dłużej, ale na mojej głowie wyrosło MNÓSTWO (!) baby hair. Teraz masując skalp czuję taką szczecinkę, jakby ktoś ogolił mi włosy maszynką. Już się boję, co to będzie jak one podrosną!


     Nie jestem zawiedziona, jednak liczyłam na inny efekt. Myślę, że ta wcierka będzie idealna dla dziewczyn, które chcą zagęścić swoje włosy. Ja natomiast wracam do mojego ulubieńca, czyli kuracji wzmacniającej Rzepa z Joanny. A wy stosowałyście już ampułki RADICALA? Jaka jest Wasza opinia?

Pozdrawiam,
Asia.

piątek, 24 stycznia 2014

Dlaczego nie piszę? + zaczynam dwie nowe kuracje!

Cześć dziewczyny!

     Na początku chciałabym Was bardzo przeprosić, że Was (i bloga) ostatnio zaniedbuję, ale sesja zbliża się wielkimi krokami i nie mam nawet czasu na pomalowanie paznokci (u mnie nie do pomyślenia!). Z góry muszę uprzedzić, że notki nie będę pojawiały się regularnie aż do marca, mam nadzieję, że jakoś wytrzymacie! Jednak, żeby ten czas nie przeleciał na marne (pod względem kosmetycznym) rozpoczynam dwie nowe kurację, o efektach których poinformuję właśnie w marcu (myślę, że półtora miesiąca wystarczy by zobaczyć pierwsze efekty). A testować będę:


     Skoncentrowane serum 3w1 do rzęs od EVELINE, które może służyć również jako baza pod tusz do rzęs. Zamierzam więc smarować się nim dwa razy dziennie, rano jako bazę i na noc. Poleciła je mi moja mama, która efekty zauważyła już po 2 tygodniach i jest zachwycona. Mam nadzieję, że u mnie sprawdzi się równie dobrze!


     Ampułki Radical kuracja przeciw wypadaniu włosów testowałam zaraz na początku mojego włosomaniactwa, jednak nie byłam w tym zbyt systematyczna, ale mimo to zauważyłam efekty. Teraz zamierzam wcierać po każdym myciu (czyli co dwa dni), więc 15 ampułek powinno wystarczyć na miesiąc.



     Jeszcze raz podkreślam, że strasznie mi przykro, iż tak rzadko się tu pojawiam, jednak są żeczy ważne i ważniejsze. Mam nadzieję, że wytrzymacie jakoś do marca! Miałyście już okazję wypróbować te produkty? Jak sprawdziły się u Was? Koniecznie napiszcie w komentarzach!

Pozdrawiam,
Asia.

piątek, 13 grudnia 2013

Małe, domowe SPA dla moich stóp (i wcale nie chodzi o "magiczne" skarpetki)!

Cześć dziewczyny!

     Zima jest zdecydowanie jednym z najbardziej znienawidzonych okresów przez moje stopy. Muszą przez cały dzień kisić się w topornych, zimowych butach, a po powrocie do domu nie mogą polatać sobie na boso, ponieważ jest za zimno i ciągle muszą siedzieć w kapciach. Postanowiłam więc zafundować im odrobinę przyjemności, poprzez domowe SPA.


     I pomimo, że ostatnio w blogosferze głośno zrobiło się o "magicznych" skarpetkach złuszczających, ja postawiłam na staroświeckie metody czyli: namoczenie, wypeelingowanie, nakremowanie. A w zadaniu pomagały mi:

     Balea rozgrzewająca sól do kąpieli stóp, na saszetce jest napisane, iż można podzielić ją na dwie kąpiele, jednak tego nie zrobiłam i wrzuciłam wszystko na raz. Sól ma żółty kolor i w takim kolorze barwi też wodę, pachnie cytrusowo z nutką świątecznych przypraw (przynajmniej mi się ten zapach tak skojarzył). Rozgrzewający efekt poczułam jednak dopiero po wyjęciu stóp z miski (uczucie jakby posmarować stopy rozgrzewającą maścią) i utrzymał się on około 15min od zakończenia kąpieli.

     Yves Rocher peeling do stóp z lawendą i drobinkami pumeksu uważam za na prawdę dobry produkt. Bardzo fajnie zdziera niechciane skórki i poradzi sobie nawet z tymi twardymi na pięcie (jednak chcę zaznaczyć, iż moje stopy wyjątkowo problematyczne nie są). Do tego bardzo ładnie pachnie lawendą. Jedyna jego wada to wydajność, tubka starcza na około 6/7 użyć. Do tego kosztuje 20zł, więc dla niektórych może być to trochę za dużo. Jednak ja polecam czekać na promocje, których i Yves Rocher wiele!

     Balea krem do stóp z mocznikiem czytałam o nim wiele dobrego na wizażu i dlatego wpadł mi do koszyka. Nie jest zły, wykonuje swoje zadanie, czyli nawilża, jednak tylko przy jego regularnym stosowaniu. Do tego po otwarciu unosi się dość mocny alkoholowy zapach, który jednak znika po wsmarowaniu i zostawia nas z dość słodką, migdałową wonią.

     Po tych wszystkich zabiegach nie pozostało mi nic jak nałożyć puchate skarpetki i wskoczyć pod kołderkę z gorącą herbatą i dobrą książką!


     A Wy jak dbacie o swoje stopy? Wolicie tradycyjne metody, czy raczej stawiacie na nowości na rynku takie jak np. skarpetki złuszczające?

Pozdrawiam,
Asia.